-Jasne.- uśmiechnęliśmy się do siebie. Po zjechaniu na dół zaczęliśmy spacerować uliczkami Londynu. Później Niall odwiózł mnie do domu. Chciałam dać znać tacie, że już jestem gdy zobaczyłam pięć nieodebranych telefonów od Pauli i dwa od Hazzy do tego miała trzy sms od Pauli typu:
"Co się stało? Dojechałaś?"
"Wszystko w porządku?"
"Zaraz u ciebie będę"
Zadzwoniłam do niej. Odebrała po dwóch sygnałach i zdenerwowana zapytała gdzie jestem i czemu nie odbierałam.
-Nie martw się. Byłam z Niallem się przejść. Widocznie miałam wyciszony telefon.
-Gdzie wy byliście tyle czasu? Wiesz co? Opowiesz mi jak wrócisz, bo jestem u ciebie. Pa
-Narka.
-Paulina?-zapytał Niall
-Tak martwi się o mnie przez tą sytuacje z Lou.- mimowolnie pojedyncza łza wypłynęła na moje policzki. Akurat wjechaliśmy na podjazd więc Nialler mnie przytulił i powiedział:
-Nie płacz będzie dobrze. Nie przejmuj się nim, a teraz idź do domu, bo Paula i twój tata się martwią.
-Niall?-spojrzał na mnie.- Dziękuję ci.
-Za co?
-Za wszystko co dla mnie zrobiłeś i, że próbowałeś mi pomóc zapomnieć o Lou.
-Nie ma sprawy. Nie zostawiłbym cię w takiej sytuacji.
-Muszę już iść. Pa
-Pa.-dałam mu buziaka w policzek i poszłam do domu. Gdy weszłam do środka zamurowało mnie. Na kanapie siedzieli Harry i Paula, a obok nich Louis. Mojego taty nie było widocznie wyszedł. Gdy tylko mnie zobaczyli Lou podbiegł do mnie, przytulił i powiedział:
-Jak dobrze, że noc ci nie jest. Martwiłem się.
-Louis?
-Tak skarbie?
-Po pierwsze nie mów do mnie skarbie, a po drugie puść mnie. Jakbyś zapomniał nie jesteśmy razem.
-Przecież wiesz, że będę się starał. Kocham cię.
-Nie mam do ciebie zaufania.- odsunęłam się do niego. Właśnie wtedy zadzwonił dzwonek. Poszłam otworzyć.
-O cześć Niall. Co ty tu robisz?
-Zostawiłaś torebkę u mnie w samochodzie.
-Dziękuje.- przytuliłam go i nagle za mną stanął Lou obejmując mnie w pasie.- Puść mnie Louis. Już ci coś mówiłam.
-Co ty tu robisz Horan?
-Przyniosłem Vicky torebkę którą zostawiła w moim samochodzie.
-To już możesz iść. ja się zajmę moją dziewczyną.- podkreślił ostatnie słowa
-Nie jestem twoją dziewczyną. Już nie.
-Widzisz? Lepiej sobie odpuść.
-Po co? Żeby zostawić ci wolną drogę? Nie ma takiej opcji.
-Uspokójcie się obaj. Ja wychodzę.- ubrałam szybko tenisówki, wzięłam kurtkę i wybiegłam z domu. Widziałam tylko jak chłopacy weszli do środka za pewne powiadomić resztę. Po chwili już wychodzili. Ja biegłam ze łzami w oczach. Miałam dość tego, że kłócili się przeze mnie. Spójrzmy prawdzie w oczy. Niszczyłam ich przyjaźń. Lepiej by było gdyby mnie nie było. Nadal byliby super przyjaciółmi. Poza tym nie chciałam być raniona, a Lou niestety mnie zranił. Biegłam tak jakiś czas słysząc przyjaciół próbujących mnie zatrzymać. Biegli kawałek za mną. Skręcałam w różne uliczki i w końcu ich zgubiłam. Nadal biegłam. Rozpoznawałam już okolice. Byłam niedaleko tego ślicznego parczku który pokazał mi Louis. Postanowiłam tam pójść. Usiadłam na ławeczce pod dębem. Po chwili usłyszałam jego głos. Wiedziałam, że to Lou, bo tylko on wiedział jak tu dojść.
-Vicky wiem, że tu jesteś. Wyjdź. Jestem sam. Oni czekają kawałek od drogi do tego parku. Tam gdzie zasłaniałem ci oczy. Wyjdź proszę.
-Po co tu przyszedłeś? Nie chce cię widzieć. Zraniłeś mnie, a poza tym niszczę waszą przyjaźń. Zostaw mnie tu chce być sama i nie chce gadać. Szczególnie z tobą..- podszedł do mnie i przytulił- Puść mnie.
-Płakałaś przeze mnie? Przepraszam. Nie płacz. Kocham cię.- tulił mnie w ramionach, a po chwili uniósł mój podbródek i delikatnie pocałował. Jak mi tego brakowało prze cały dzień. Tych jego miękkich ust i kojącego uścisku.
-Nie możemy. Jeszcze nie jestem gotowa żeby ci wybaczyć. Zraniłeś mnie.- nadal mnie tuląc odpowiedział
-Przepraszam. Zerwałem z nią zarazo tym jak wybiegłaś. Nie pojechałem do niej tylko zadzwoniłem. Wybaczysz mi?
-Potrzebuje czasu,a teraz przyprowadź tu resztę.
-Dobrze.- jeszcze raz delikatnie mnie pocałował. Gdy poszedł po resztę postanowiłam uciec, bo nie czułam się na siłach by się z nimi spotkać. Kilka razy byłam tu sama. Wiedziałam jak wyjść niespostrzeżenie. Wyszłam jednym z przejść gdy natknęłam się na Nialla.
-Co ty tu robisz?
-Louis przewidział, że będziesz chciała uciec i obstawiliśmy te wyjścia. Lou stoi przy głównym wyjściu. Chodź do nas. Martwimy się. To moja wina?
-Ty niczemu nie zawiniłeś. To przeze mnie. Wasza przyjaźń się wali i to moja wina. Do tego Louis właśnie powiedział, że zerwał z Eleanor i chce ze mną być. Mam mętlik w głowie. Nie chce na razie z wami rozmawiać.- znowu się rozpłakałam, a blondyn tylko mnie przytulił.
-Ćśśś. Nie płacz. Będzie dobrze. Nie kłócimy się przez ciebie.
-O to właśnie chodzi, że przeze mnie. Muszę iść. Idź na polankę i powiedz, że mnie nie spotkałeś. Dobrze?
-A dostane całusa?
-Nie mogę.
-Proszę.- zrobił oczy kota ze Shreka
-No dobrze, ale krótkiego i nikomu o tym nie mów.
-Ok.- złączyliśmy nasze usta w pocałunku. Był on namiętny, a zarazem delikatny.
-Muszę iść.
-Dobrze.- powiedział po czym jeszcze raz mnie pocałował i poszedł w stronę polany. Ja udałam się w stronę domu.
* perspektywa Nialla*
Postanowiłem nadal o nią walczyć. Ten pocałunek był magiczny. Poszedłem w stronę polany gdzie właśnie schodziła się reszta.
-Nigdzie jej nie ma.- powiedziałem chociaż wiedziałem, że okłamuję przyjaciół.
-Musimy wracać, bo robi się późno. Może jest w domu?- powiedziała Paula- Sprawdzę.
-Pojadę z tobą, a wy chłopaki jedźcie do domu.-powiedział Hazza
-Dacie znać czy nic jej nie jest?- spytałem
-Tak.- odpowiedzieli i wszyscy udaliśmy się do samochodów. Paulina pojechała z Hazzą, a Lou ze mną.
-Stary ona uciekła przez nas.- powiedział Lou- Przez to, że się kłócimy. Poza tym musi sobie wszystko ułożyć.
-Dziwisz się jej? Naprawdę ją to zabolało. Jak ją zabrałem to humor trochę jej się polepszył.
-Gdzie właściwie byliście?
-Najpierw na cieście i gorącej czekoladzie, potem na spacerze. Wsiedliśmy na London Eye i później znowu się przeszliśmy po czym ją odwiozłem.
-Niall? Czy wy się całowaliście?
*****************************************************************************************
Przepraszam, że nie dodałam wczoraj, ale byłam wykończona. Najpierw byłam u babci w klinice w Sopocie i wróciłam późno, a że jestem chora to byłam zmęczona. Jeszcze raz przepraszam. Następny rozdział będzie w sobotę. Nie wiem czy rozdziały nadal będą co dwa dni. Możliwe, że rzadziej. Proszę zostawiajcie po sobie komentarze. To motywuje mnie do dalszego pisania. Poza tym chce znać waszą opinie. Jeszcze w wynagrodzenie taki obrazek dla was.







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz