poniedziałek, 24 lutego 2014

rozdział 11

-To już nie można zadzwonić do swojego chłopaka?
-Słuchaj, jakbyś zapomniała nie jesteśmy już razem. Zerwałem z tobą przy ostatniej rozmowie. Pamiętasz?
-Daj spokój. Przecież wiem, że żartowałeś. Louis mnie nie nabierzesz. Kochasz inną. Uważaj, bo uwierzę.
-Muszę cię zawieść, bo to prawda.Jeżeli mi nie wierzysz to jest tylko i wyłącznie twój problem. Nie dzwoń do mnie. Nic do ciebie nie czuje. Daj mi spokój.
-Aaa...ale Louis-zaczęła łkać mi w słuchawkę.- Nie rób mi tego. Co źle zrobiłam? Proszę daj mi jeszcze szanse. Ja napra...
-Eleanor przestań. Zrozum, że kocham Vicky i tylko ją.  Przepraszam, że cię zraniłem i proszę nie płacz przeze mnie. Nie możemy być razem. Możemy zostać przyjaciółmi. Tylko tyle.
-Ale Louis....
-Nie. Przykro mi, ale przyjaźń to jedyne co mogę ci zaproponować.
-Co jeżeli ja nie chce się z tobą tylko przyjaźnić?- chlipała dalej
-Przykro mi i proszę nie płacz.
-No dobrze. Spróbuje. Nie będzie to łatwe, ale dla ciebie to zrobię.
-Dziękuję. Muszę już kończyć. Vicky na mnie czeka.
  *perspektywa Eleanor*

 Zmieniłam taktykę. Postanowiłam udawać przyjaciółkę Lou by móc się do niego zbliżyć. Kocham go i zawszę będę. Ja on mógł mnie zostawić dla tej...ugh. Nawet nie mam na nią słów.Nienawidzimy się od początku szkoły. To przez nią mój kochany Louisek nie chce ze mną być. Ja już zadbam o to i ona gorzko tego pożałuje. Nie odpuszczę jej tego. Niech poczuje ten ból utraty ukochanego.
  *perspektywa Vicky*
-Wiecie co ja już chyba pojadę do domu.
-Odwieźć cię?- zapytał Louis
-Nie trzeba. Przejdę się do Nat. Dawno z nią nie gadałam.- nagle zaczął dzwonić mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. -O wilku mowa. Halo?
-Hejka Vicky. Możesz do mnie przyjechać?- mówiła zapłakana
-Jasne. Co się stało?


-To nie jest rozmowa na telefon. Powiem ci jak przyjedziesz.
-Ok zaraz będę. Do zobaczenia.
-Pa.- rozłączyłam się
-Louis możesz mnie zawieźć do Natalie?
-Jasne. Co się stało.
-Nie wiem. Płakała mi do słuchawki i powiedziała, że powie mi jak u niej będę. Martwię się o nią. Ona nie płacze o błahostki. Coś musi być na rzeczy. Mam nadzieję, że nic poważnego.
-Dobra to chodź jedziemy.
-Ok. Pa Niall.- przytuliłam blondyna na pożegnanie
-Pa Vicky.
 Poszliśmy z Louisem do samochodu. Miałam nadzieję, że moje problemy się rozwiążą,ale teraz nie to było ważne. Natalie musiało się coś stać. Nie wiedziałam co myśleć. Musiałam jej pomóc. Wcześniej trochę zaniedbałam nasze relację przez moje problemy. Dlatego teraz gdy tylko mnie poprosiła postanowiłam pojechać. Siedzieliśmy tak w milczeniu gdy zadzwoniła Paulina.
-Halo?
-Hej Vicky. Masz czas? Chciałabym się z tobą przejść i dowiedzieć jak tam się sprawy potoczyły.
-Wiesz co teraz jestem zajęta. Jadę do Nat, bo do mnie dzwoniła. Coś się stało, bo płakała. Możemy się spotkać jutro? Wtedy ci wszystko opowiem.
-Jasne nie ma sprawy. Tylko daj znać czy wszystko w porządku jak wyjdziesz od Natalie.
-Ok pa.
-Pa.- rozłączyła się
-Vicky już jesteśmy.
-Dzięki Louis. - pocałowałam go w policzek i wysiadłam z samochodu.- Do zobaczenia.
-Pa.- uśmiechnął się i odjechał,a ja poszłam w stronę drzwi i zapukałam. Otworzyła mi zapłakana Natalie.

-Cześć.- od razu ją przytuliłam
-Hejka. Wejdź.- usiadłyśmy na kanapie
-To gadaj co jest na rzeczy.
-No więc chodzi o to, że....
***********************************************************************************
Przepraszam, że taki krótki, ale nie chce za dużo zdradzać. Jeżeli chcecie wiedzieć co będzie dalej pod tym postem muszą się znaleźć 3 komentarze. Wtedy dodam next.

sobota, 22 lutego 2014

rozdział 10

-Tak pocałowałem ją gdy byliśmy na samej górze London Eye, ale ona się ode mnie odsuneła. Powiedziała, że mi wybacza, bo ją przeprosiłem, ale też powiedziała byśmy zostali przyjaciółmi.
-Czemu ją pocałowałeś? Przecież wiesz, że próbuję ją odzyskać.
-Po pierwsze zraniłeś ją, a po drugie ona ma w sobie coś takiego co mnie przyciąga.
-Obiecujesz, że nie zrobisz tego więcej? Naprawdę mi na niej zależy i chcę ją odzyskać.
-To jej wybór. Nawet jeżeli będziesz się starał może ci nie wybaczyć.
-Wiem, ale i tak będę się starał. Poza tym dzisiaj jak rozmawiałem z nią na polanie pocałowałem ją i dało się zauważyć, że brakowało jej tego od ostatniego pocałunku. Będę o nią walczył.
-Jak chcesz. Wracamy? O czekaj Paula dzwoni. Halo......Aha.....No,ale nie możemy tego tak zostawić.......A w ogóle chce z kimś gadać?........Ok. To będziemy jutro.....Co?...Aha.....No dobra czyli da znać?...Ok. To pa.
-I co?
-Z Paulą i Hazzą nie chce gadać. Chce pogadać z nami, ale nie dzisiaj więc powiedziałem, że będziemy jutro, ale ona nie jest jeszcze gotowa i dostaniemy znać jak będziemy mieli do niej przyjść.
-Aha. Ok. To jedźmy do domu.
-Dobra.
 * perspektywa Vicky*
 Rozmyślałam o wydarzeniach ostatnich dni. Nie wiedziałam co mam tym myśleć. To było pogmatwane. Gdy dowiedziałam się, że Lou ma na boku inną to było straszne. Te pocałunki z Niallem. To jak Louis mnie przeprosił, pocałował i powiedział, że będzie o mnie walczyć. Nie wiedziałam już co myśleć. W sumie nie wiem czemu im uciekłam. Może mnie to przerosło? Nie chce się mieszać między nich. Jeżeli przez mnie ma się zniszczyć ich przyjaźń to ja wcale nie chce wybierać. Nie wiedziałam też czy wybaczyć Louisowi. Jednak jakby nie patrząc skrzywdził mnie. Ja go teoretycznie też, ale się przyznałam, a on wszystko zataił. Rozmyślając nad tym zasnęłam. Obudziły mnie promienie wpadające przez okno. Spojrzałam na zegarek. Była 10 więc postanowiłam już wstać. Na szczęście była sobota. 
 Wzięłam z szafy czarne rurki, niebieską koszule, czarny sweterek, srebrną bransoletkę i moje ulubione czarne converse.
Włosy rozczesałam i spięłam w koka. Na usta nałożyłam wiśniowy błyszczyk, a oczy lekko pomalowałam. Tak przygotowana zeszłam na dół. Z kuchni chwyciłam jabłko i wodę, które włożyłam do plecaka. Spakowałam jeszcze kilka potrzebnych rzeczy chwyciłam kurtkę i wyszłam. Na szczęście zaczęło się ocieplać. Skierowałam się w stronę parku niedaleko szkoły. Chciałam tam wszystko przemyśleć, a potem udać się do tego parczku, zadzwonić do chłopaków i z nimi pogadać. Musieliśmy w końcu to sobie wyjaśnić. Nim się obejrzałam byłam już w parku. Usiadłam na ławce, zjadłam jabłko i rozmyślałam. Siedziałam tam trochę z zamkniętymi oczami gdy nagle ktoś zakrył mi rękoma oczy. Przestraszyłam się.
-Zgadnij kto to?- zapytał, a ja już wiedziałam, że to Niall. Tylko on miał taki głos.
-Niall wiesz jak mnie przestraszyłeś?- on tylko się uśmiechnął i usiadł obok mnie.
-Co tu robisz sama?
-Siedzę i myślę, a ty?
-Przyszedłem się przejść. Mieszkam tu niedaleko. Nad czym tak myślisz?
-To jakie przesłuchanie?- odpowiedziałam pytaniem
-Nie. Po prostu jestem ciekawski. No więc... Odpowiesz mi?
-No nie wiem...
-Proszę. Nie bądź taka. Powiedz.
-No dobrze. Myślę nad tym co się wydarzyło wczoraj.
-I co? Chcesz z nami pogadać?
-Jeszcze nie wiem co chce wam powiedzieć.- na mój policzek wdarła się jedna łza. Szybko starłam ją wierzchem dłoni żeby Niall nie zauważył. Niestety się nie udało.
-Ej nie płacz.- przytulił mnie- Będzie dobrze. Naprawdę nie masz się co martwić.-  teraz na dobre się rozpłakałam, a on bez słowa mocniej mnie przytulił.
-Wiesz co? Ja idę do domu się ogarnąć i za jakąś godzinę przyjdź z Louisem do tego parczku. Okej?
-Jasne. Będziemy tam za godzinę.
 Pożegnałam się z nim i poszłam do domu. Tam umyłam moją zapłakaną buźkę. Przebrałam się w legginsy i zieloną tunikę. Związałam włosy w wysokiego kucyka i zeszłam do kuchni. Zrobiłam sobie kanapki, które zjadłam i wróciła do góry. Wzięłam plecak i zeszłam na dół. Stwierdziłam,, że nie będę się malować w razie gdybym znowu płakała. Ubrałam czarne tenisówki, czapkę z daszkiem i chwyciłam zieloną bluzę. Zamknęłam dom, ubrałam bluzę i skierowałam się w stronę parczku. W głowie nadal układałam sobie co im powiem. Gdy dotarłam na miejsce zostało jeszcze 5 minut. Usiadłam na ławeczce i nie musiałam długo czekać, bo chłopcy pojawili się po chwili. Niall był ubrany w jeansy i zieloną bluzkę, a Louis w jeansy i niebieską bluzkę. Usiedli po moich dwóch stronach na ławce. Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam.
-Słuchajcie, pierwsze to chciałam was przeprosić za to, że wtedy uciekłam, ale to mnie przerosło. Długo się nad tym zastanawiałam i nie chce  żeby wasza przyjaźń tworzona przez lata rozpadła się w chwilę przeze mnie. Chce żebyście nadal byli przyjaciółmi. Nie może być tak, że wejdę pomiędzy was.
-Przecież ty nie...- zaczął Louis
-Nie przerywaj mi proszę. Więc tak jak mówiłam nie chce wchodzić między was ani wybierać żadnego, bo obaj jesteście wspaniali.-  w tej chwili nie wytrzymałam i się rozpłakałam. Po chwili poczułam na sobie  dwie pary ramion przytulających mnie. Trwaliśmy chwile w milczeniu gdy nagle zadzwonił telefon Louisa. Przeprosił nas i poszedł odebrać.


   *perspektywa Louisa*
 Właśnie przytulaliśmy Vicky na pocieszenie gdy nagle zadzwonił mój telefon. Przeprosiłem ich na moment po czym oddaliłem się kawałek i niechętnie odebrałem.
-Halo?
-Cześć Lou. To ja Eleanor.
-Co chcesz?- spytałem trochę zły.
*****************************************************************
Cześć miśki. Mam nadzieję, że się podobało. Next w poniedziałek. Proszę was o komy, bo to naprawdę motywuje. :-) Pozdro dla tych co czytają.

czwartek, 20 lutego 2014

Rozdział 9

-Dziękuje. Właśnie zjeżdżamy na dół. Chcesz przejść się jeszcze na spacer?


-Jasne.- uśmiechnęliśmy się do siebie. Po zjechaniu na dół zaczęliśmy spacerować uliczkami Londynu. Później Niall odwiózł mnie do domu. Chciałam dać znać tacie, że już jestem gdy zobaczyłam pięć nieodebranych telefonów od Pauli i dwa od Hazzy do tego miała trzy sms od Pauli typu:
"Co się stało? Dojechałaś?"
"Wszystko w porządku?"
"Zaraz u ciebie będę"
Zadzwoniłam do niej. Odebrała po dwóch sygnałach i zdenerwowana zapytała gdzie jestem i czemu nie odbierałam.
-Nie martw się. Byłam z Niallem się przejść. Widocznie miałam wyciszony telefon.
-Gdzie wy byliście tyle czasu? Wiesz co? Opowiesz mi jak wrócisz, bo jestem u ciebie. Pa
-Narka.
-Paulina?-zapytał Niall
-Tak martwi się o mnie przez tą sytuacje z Lou.- mimowolnie pojedyncza łza wypłynęła na moje policzki. Akurat wjechaliśmy na podjazd więc Nialler mnie przytulił i powiedział:
-Nie płacz będzie dobrze. Nie przejmuj się nim, a teraz idź do domu, bo Paula i twój tata się martwią.
-Niall?-spojrzał na mnie.- Dziękuję ci.
-Za co?
-Za wszystko co dla mnie zrobiłeś i, że próbowałeś mi pomóc zapomnieć o Lou.
-Nie ma sprawy. Nie zostawiłbym cię w takiej sytuacji.
-Muszę już iść. Pa
-Pa.-dałam mu buziaka w policzek i poszłam do domu. Gdy weszłam do środka zamurowało mnie. Na kanapie siedzieli Harry i Paula, a obok nich Louis. Mojego taty nie było widocznie wyszedł. Gdy tylko mnie zobaczyli Lou podbiegł do mnie, przytulił i powiedział:
-Jak dobrze, że noc ci nie jest. Martwiłem się.


-Louis?
-Tak skarbie?
-Po pierwsze nie mów do mnie skarbie, a po drugie puść mnie. Jakbyś zapomniał nie jesteśmy razem.
-Przecież wiesz, że będę się starał. Kocham cię.
-Nie mam do ciebie zaufania.- odsunęłam się do niego. Właśnie wtedy zadzwonił dzwonek. Poszłam otworzyć.
-O cześć Niall. Co ty tu robisz?
-Zostawiłaś torebkę u mnie w samochodzie.
-Dziękuje.- przytuliłam go i nagle za mną stanął Lou obejmując mnie w pasie.- Puść mnie Louis. Już ci coś mówiłam.
-Co ty tu robisz Horan?
-Przyniosłem Vicky torebkę którą zostawiła w moim samochodzie.
-To już możesz iść. ja się zajmę moją dziewczyną.- podkreślił ostatnie słowa
-Nie jestem twoją dziewczyną. Już nie.
-Widzisz? Lepiej sobie odpuść.
-Po co? Żeby zostawić ci wolną drogę? Nie ma takiej opcji.
-Uspokójcie się obaj. Ja wychodzę.- ubrałam szybko tenisówki, wzięłam kurtkę i wybiegłam z domu. Widziałam tylko jak chłopacy weszli do środka za pewne powiadomić resztę. Po chwili już wychodzili. Ja biegłam ze łzami w oczach. Miałam dość tego, że kłócili się przeze mnie. Spójrzmy prawdzie w oczy. Niszczyłam ich przyjaźń. Lepiej by było gdyby mnie nie było. Nadal byliby super przyjaciółmi. Poza tym nie chciałam być raniona, a Lou niestety mnie zranił. Biegłam tak jakiś czas słysząc przyjaciół próbujących mnie zatrzymać. Biegli kawałek za mną. Skręcałam w różne uliczki i w końcu ich zgubiłam. Nadal biegłam. Rozpoznawałam już okolice. Byłam niedaleko tego ślicznego parczku który pokazał mi Louis. Postanowiłam tam pójść. Usiadłam na ławeczce pod dębem. Po chwili usłyszałam jego głos. Wiedziałam, że to Lou, bo tylko on wiedział jak tu dojść.


-Vicky wiem, że tu jesteś. Wyjdź. Jestem sam. Oni czekają  kawałek od drogi do tego parku. Tam gdzie zasłaniałem ci oczy. Wyjdź proszę.
-Po co tu przyszedłeś? Nie chce cię widzieć. Zraniłeś mnie, a poza tym niszczę waszą przyjaźń. Zostaw mnie tu chce być sama i nie chce gadać. Szczególnie z tobą..- podszedł do mnie i przytulił- Puść mnie.
-Płakałaś przeze mnie? Przepraszam. Nie płacz. Kocham cię.- tulił mnie w ramionach, a po chwili uniósł mój podbródek i delikatnie pocałował. Jak mi tego brakowało prze cały dzień. Tych jego miękkich ust i kojącego uścisku.
-Nie możemy. Jeszcze nie jestem gotowa żeby ci wybaczyć. Zraniłeś mnie.- nadal mnie tuląc odpowiedział
-Przepraszam. Zerwałem z nią zarazo tym jak wybiegłaś. Nie pojechałem do niej tylko zadzwoniłem. Wybaczysz mi?
-Potrzebuje czasu,a teraz przyprowadź tu resztę.
-Dobrze.- jeszcze raz delikatnie mnie pocałował. Gdy poszedł po resztę postanowiłam uciec, bo nie czułam się na siłach by się z nimi spotkać. Kilka razy byłam tu sama. Wiedziałam jak wyjść niespostrzeżenie. Wyszłam jednym z przejść gdy natknęłam się na Nialla.

-Co ty tu robisz?
-Louis przewidział, że będziesz chciała uciec i obstawiliśmy te wyjścia. Lou stoi przy głównym wyjściu. Chodź do nas. Martwimy się. To moja wina?
-Ty niczemu nie zawiniłeś. To przeze mnie. Wasza przyjaźń się wali i to moja wina. Do tego Louis właśnie powiedział, że zerwał z Eleanor i chce ze mną być. Mam mętlik w głowie. Nie chce na razie z wami rozmawiać.- znowu się rozpłakałam, a blondyn tylko mnie przytulił.
-Ćśśś. Nie płacz. Będzie dobrze. Nie kłócimy się przez ciebie.
-O to właśnie chodzi, że przeze mnie. Muszę iść. Idź na polankę i powiedz, że mnie nie spotkałeś. Dobrze?
-A dostane całusa?
-Nie mogę.
-Proszę.- zrobił oczy kota ze Shreka
-No dobrze, ale krótkiego i nikomu o tym nie mów.
-Ok.- złączyliśmy nasze usta w pocałunku. Był on namiętny, a zarazem delikatny.
-Muszę iść.
-Dobrze.- powiedział po czym jeszcze raz mnie pocałował i poszedł w stronę polany. Ja udałam się w stronę domu.
* perspektywa Nialla*
Postanowiłem nadal o nią walczyć. Ten pocałunek był magiczny. Poszedłem w stronę polany gdzie właśnie schodziła się reszta.
-Nigdzie jej nie ma.- powiedziałem chociaż wiedziałem, że okłamuję przyjaciół.
-Musimy wracać, bo robi się późno. Może jest w domu?- powiedziała Paula- Sprawdzę.
-Pojadę z tobą, a wy chłopaki jedźcie do domu.-powiedział Hazza
-Dacie znać czy nic jej nie jest?- spytałem
-Tak.- odpowiedzieli i wszyscy udaliśmy się do samochodów. Paulina pojechała z Hazzą, a Lou ze mną.
-Stary ona uciekła przez nas.- powiedział Lou- Przez to, że się kłócimy. Poza tym musi sobie wszystko ułożyć.
-Dziwisz się jej? Naprawdę ją to zabolało. Jak ją zabrałem to humor trochę jej się polepszył.
-Gdzie właściwie byliście?
-Najpierw na cieście i gorącej czekoladzie, potem na spacerze. Wsiedliśmy na London Eye i później znowu się przeszliśmy po czym ją odwiozłem.
-Niall? Czy wy się całowaliście?
*****************************************************************************************
Przepraszam, że nie dodałam wczoraj, ale byłam wykończona. Najpierw byłam u babci w klinice w Sopocie i wróciłam późno, a że jestem chora to byłam zmęczona. Jeszcze raz przepraszam. Następny rozdział będzie w sobotę. Nie wiem czy rozdziały nadal będą co dwa dni. Możliwe, że rzadziej. Proszę zostawiajcie po sobie komentarze. To motywuje mnie do dalszego pisania. Poza tym chce znać waszą opinie. Jeszcze w wynagrodzenie taki obrazek dla was.

poniedziałek, 17 lutego 2014

rozdział 8

* perspektywa Hazzy* następny dzień*

Po południu spotkałem się z Pauliną. Była strasznie wkurzona. Byłem strasznie zdziwiony. Zastanawiałem się co jest. Nigdy nie widziałem jej tak zdenerwowanej. Nawet podczas tamtej kłótni.
-Co jest Paula?- spytałem obejmując ją ramieniem
-Nie uwierzysz co wczoraj z Vicky widziałyśmy.
-No?
-Lou obściskiwał się z jakąś dziewczyną. Nie mogli się od siebie oderwać. Vicky jest w dołku. Siedzi i płacze.
-To może do niej pojedziemy?
-To dobry pomysł.
* 15 minut później dom Vicky*
-Ja rozumiem, że pocałowałam Horana, ale przestałam i to nie była moja wina. Po nim wręcz było widać, że mu to pasuje.

-Nie płacz. Chodź pojedziemy do niego.
-Ok. Chodźmy.
-Są u Niallera.- powiedziałem. pojechaliśmy moim samochodem i byliśmy po chwili.
-Hejka Niall. Przyszliśmy do Louisa. Jest?- spytałem
-Tak jest w salonie. Wchodźcie.  Lou to do ciebie!- krzyknął po czym weszliśmy do salonu.
-O cześć. Co wy tu robicie?
-Wiesz raczej powinniśmy spytać co ty robiłeś wczoraj w parku?- powiedziała Paulina
-O co wam chodzi? Przecież ja nic nie robiłem.
-Czyli już nie pamiętasz obściskiwania się z jakąś laską?!- wykrzyczała Vicky przez łzy, a Paulina od razu ją przytuliła
-To nie mogłem być ja.
-Nie ściemniaj, bo dobrze widziałyśmy. Kim ona jest?- spytała Paula
-To był mały buziaczek. O co wam chodzi?
-Mały buziaczek? Człowieku kleiłeś się do niej. Miej trochę godności i się  przyznaj.-Paulina
-No może trochę.
-Harry weź mnie trzymaj, bo zaraz mu coś mu zrobię!- mówiła sorry krzyczała Paulina- To jak ona się nazywa?
-Nie pamiętam.
-Nie pamiętasz?! Normalnie zaraz cię trafie. Gadaj i to już.
-No nie wiem.
-Louis powiedz. Nie pogarszaj sytuacji.- powiedziałem, bo widziałem, że Paulina i Vicky są na skraju wytrzymałości.
-No dobra. Nazywa się Eleanor.
-Czekaj, czekaj Eleanor Calder?- spytała Vicky
-No tak... Znasz ją?

-Nienawidziła mnie od początku szkoły. Ja też za nie nie przepadałam. Jadę do niej. Złoże jej niezapowiedzianą wizytę.-powiedziała Vicky
-Po co?- spytał zaniepokojony Louis
-Co nagle taki wystraszony? Boisz się, że powie coś co ty zataiłeś?
-Dobra powiem ci wszystko tylko spokojnie. Usiądź.- usiedliśmy wszyscy na kanapie i słuchaliśmy co Louis ma nam do powiedzenia.- Więc spotykałem się z nią od dwóch tygodni. Gdy ty zostałaś moją dziewczyną próbowałem z nią zerwać, ale za każdym razem wychodziło na to, że się całowaliśmy. Ona ma na mnie dziwny wpływ. Nie umiałem tego przerwać. Przepraszam.- powiedział ze skruszoną miną.
-Co? Okłamywałeś mnie tyle czasu? Zaufałam ci, ale ty się mną tylko bawiłeś. Myślałeś, że się nie dowiem. Jest parszywym kłamcą. Nie pokazuj mi się więcej na oczy. To koniec! Idź do tej swojej Eleanor!-krzyczała Vicky przez łzy
-Proszę cię daj mi jeszcze jedną szansę. Proszę.-Lous robił błagalną minę, ale Vicky to nie ruszało
-Nie to koniec tego związku. Teraz już wiem co robiłeś gdy Harry kłócił się z dziewczynami,a ty rzekomo nie miałeś czasu. Byłeś na mnie zły, że całowałam się z Niallem, a sam obściskiwałeś się z jakąś lalą. Ja przynajmniej się przyznałam, a ty co? Wszystko ukryłeś!
-Przepraszam cię. Naprawię to i z nią zerwę, ale daj mi jeszcze szanse. Proszę.-Lou zrobił błagalną minę
-Związek opiera się na zaufaniu, a ja już go do ciebie nie mam. Przykro mi, ale nie.
-Ja naprawdę cię kocham i chce z tobą być. Przepraszam. Mam jeszcze szanse odzyskać twoje zaufanie?
-Nie wiem Louis. naprawdę nie wiem.
-Nadal będę o ciebie walczyć. Za bardzo cię kocham żeby odpuścić.
-Musze już iść.
-Odwiozę cię. Jesteś za bardzo zdenerwowana żeby wracać sama.-powiedział Niall
-Ok.
  * perspektywa Vicky*
  Pożegnałam się z Harrym i Pauliną którzy też zbierali się do wyjścia. Wsiadłam z Niallem do samochodu i pojechaliśmy. Na początku nic nie mówiliśmy jednak po chwili Horan postanowił przerwać tą ciszę.
-Jak się czujesz?
-Trochę lepiej, ale nadal jestem wściekła. Hej to nie jest droga do mojego domu.
-Wiem, bo zabieram cię na ciasto i gorącą czekoladę. Może być?
-Tak....Niall.
-Hm?
-Dziękuję.
-Nie masz za co.
-Mam. Zabrałeś mnie od niego i próbujesz poprawić mi nastrój. To miłe z twojej strony. Nigdy nie miałam lepszego przyjaciela.
-Miło mi to słyszeć. Szczególnie od tak fajnej dziewczyny jak ty. Chce żebyś o nim zapomniała. Wyobraź sobie, że to zamknięty rozdział. Daleka przeszłość. Czasami pomaga.- uśmiechnął się do mnie co mimo mojego humoru odwzajemniłam.- Już prawie jesteśmy. Dają tu najlepsze ciasta.
-Jesteś wspaniały.
-Nie przesadzaj.
-Nie przesadzam. Naprawdę dziękuję.- weszliśmy do środka i zamówiliśmy ciasto czekoladowe i gorącą czekoladę. Podczas jedzenia rozmawialiśmy. Zbliżała się 16 więc postanowiliśmy jeszcze przejść się na spacer. Doszliśmy pod London Eye.
-Jak to ślicznie wygląda wieczorem. Wjedziemy na górę?- spytałam
-Jeżeli chcesz to oczywiście.
-Super. Dziękuje.- dałam ma buziaka w policzek i weszliśmy do jednej z kapsuł. Podczas wjeżdżania na górę cały czas rozmawialiśmy. Gdy byliśmy na samej górze powiedziałam:
-Ślicznie tu. - odwróciłam się w stronę Irlandczyka. Stał bardzo blisko mnie. Nasze twarze dzieliło pare centymetrów. Po chwili złączyliśmy nasze usta w pocałunku. Gdy się od siebie odsunęliśmy Niall powiedział:
-Przepraszam nie powinienem. Wiem, że dopiero co rozstałaś się z chłopakiem.
-Nie masz za co przepraszać. To chyba najlepszy wieczór w moim życiu. Jesteś naprawdę super, ale na razie pozostańmy przyjaciółmi.
*******************************************************************************
Mam nadzieję, że wam się podobało. Następny rozdział będzie w środę. Nie obiecuję, że wszystko się między nimi ułoży. Chociaż kto wie. :-) Naprawdę proszę żebyście zostawili po sobie ślad w postaci komentarza. To naprawdę motywuje do dalszego pisania. Zapomniałam dodać przy wszystkich bohaterach jednej cechy,a mianowicie, że są mega zabawni. :-) Pozdrawiam

sobota, 15 lutego 2014

BOHATEROWIE

 BOHATEROWIE
 Vicky (17 lat) Polka
Lubi tańczyć, śpiewać i grać na gitarze. Mieszka w Londynie od pół roku z tatą.
Jej mama zmarła w wypadku. Szuka prawdziwej miłości.
Jest przyjacielska, ładna,inteligentna, czarująca i uczuciowa.
Natalie (17 lat) Brytyjka
Lubi grać na gitarze i tańczyć. W Londynie mieszka od urodzenia.
Jest przyjaciółką Hazzy od dzieciństwa. Ona jednak czuje do niego coś więcej.\
Jest ładna, miła, koleżeńska,inteligentna, uczuciowa i dobrotliwa.
Paulina (17 lat) Polka
Jej pasją są śpiew i taniec.W Londynie mieszka od pięciu lat.
 Zna Hazze od roku. Czuje do niego coś więcej niż przyjaźń.
Jest ładna, przyjacielska,urocza, inteligentna i uczuciowa.
 
Louis (18 lat) Brytyjczyk
Jego pasją jest śpiew. Mieszka w Londynie od urodzenia.
Szuka prawdziwej miłości.. Ma też swoje wyjątkowe miejsce.
Jest miły, inteligentny, czarujący i ładny. 
Niall (18 lat) Irlandczyk
Jego pasja to śpiew i granie na gitarze. W Londynie mieszka od ośmiu lat.
 Jest słodki, miły, uroczy,inteligentny, czarujący i śliczny.
Jego marzeniem jest znaleźć wyjątkową dziewczynę. Lubi chodzić po parku.
Harry (18 lat) Brytyjczyk
 Jego hobby to śpiew. Mieszka w Londynie od urodzenia.
Podobają mu się dwie dziewczyny. Nie wie którą wybrać.
Jest słodki, miły, inteligentny i czarujący.
Zayn (18 lat) Brytyjczyk
Koch śpiewać i spotykać się z kumplami. W Londynie mieszka od urodzenia.
Nie szuka miłości. Woli zostać singlem.
Jest czarujący, ładny, inteligentny i przyjacielski.
Liam (18 lat) Brytyjczyk
Jego pasją jest śpiew. Mieszka w Londynie od urodzenia.
Lubi przebywać z kumplami i ze swoją dziewczyną Danielle.
Jest opanowany, ładny, przyjacielski i pomocny.
Danielle (18 lat) Brytyjka
Jej hobby to taniec. Mieszka w Londynie od urodzenia.
Uwielbia spędzać czas ze swoim chłopakiem oraz z przyjaciółkami.
Jest ładna, inteligentna, wytrwała i pomocna.
 Eleanor (17 lat) Brytyjka
Jej hobby to taniec. Mieszka w Londynie od urodzenia.
Przyjaźni się z Louisem. Chce żeby był jej chłopakiem za wszelką cenę.
Jest ładna, sprytna, cwana, ale też pomocna.
****************************************************************************************
Mam nadzieję, że się podobało. Piszcie co sądzicie o bohaterach. Wiem, że nie za bardzo mi się udło. Bardzo was proszę o komentarze. To naprawdę motywuje do dalszego pisania. ;-)




rozdział 7


*15 minut później*
-Jestem. Co chciałeś?
-Chciałem ci powiedzieć, że cię kocham i mi na tobie zależy.
-Mi też na tobie zależy.
-To... zostaniesz moją dziewczyną?
-Tak! Idziemy na spacer?
-Pewnie.-byłem zadowolony, że sprawy tak się potoczyły. Zostało jeszcze jedno, a mianowicie wytłumaczyć Natalie, że jest moją przyjaciółką, a Paulina dziewczyną. To będzie trudna rozmowa. Mam nadzieję, że nie będzie się strasznie wściekać.
-Paulina?
-Tak?
- Wiesz, że trzeba będzie pogadać z Nat?
-Wiem. To nie jest wcale łatwe. Może być tak "trochę" wściekła.
-Kto ma z nią pogadać?
-Zrobię to, bo się przyjaźnimy. Może mnie zrozumie.
-Dobra. Muszę już lecieć. Umówiłem się na spotkanie z Zayn'em.
-To pa.
-Pa.- na pożegnanie czule się pocałowaliśmy.
* perspektywa Vicky*

Całe szczęście, że Louis nie jest na mnie zły. Kocham go i nie chce się z nim kłócić. Ten jeden pocałunek mógł zepsuć nasz związek. Powinnam ograniczyć spotkania z Niall'em. Było dwadzieścia po siódmej więc wyszłam na zewnątrz poczekać na Lou. Po chwili pod mój dom przyjechał Niall. To bæyło dziwne. Otworzył drzwi i powiedział:
-Cześć. Wsiadaj.
-Co? Czemu? Czekam na Louis'a.
-Jest chory. Wysłał mnie w zastępstwie.
-Czekaj. Zadzwonię do niego.
-Przecież bym cię nie okłamał i nie narażał się mu po ostatniej sprzeczce.
-No dobrze.- wsiadłam i pojechaliśmy do szkoły. Nadal byłam trochę zdziwiona, bo wczoraj dobrze się czuł. No cóż, może źle się poczuł. Dojechaliśmy do szkoły za dziesięć ósma. Zauważyłam samochód Lou. To było dziwne. Podbiegłam do niego. Nie wyglądał na chorego i był lekko zdenerwowany.

-Hejka.- pocałowałam go w policzek
-Nie mieliśmy razem jechać do szkoły?
-Mieliśmy, ale podjechał Niall i powiedział, że jesteś chory i poprosiłeś go żeby po mnie przyjechał.
-Nie okłamujesz mnie?
-Nie. Naprawdę mi tak powiedział. Możemy za to wrócić razem.
-Ok. Wiesz coś czuję, że on próbuje nas rozłączyć.
-Przecież wydawał się być taki miły.
-Pogadam z nim.
-Dobrze, a ja lecę na lekcje. Pa.- pocałowaliśmy się krótko i pobiegłam do sali lekcyjnej, a Lou poszedł w stronę Nialla, bo mieli jeszcze chwile czasu.
* perspektywa Lou*
Nie rozumiałem Nialla. Przecież wiedział, że Vicky jest moją dziewczyną i ją kocham. Nie wiem czemu próbował to zepsuć. Musiałem z nim to w końcu wyjaśnić. Byłem ciekawy co powie.
-Niall? Możemy pogadać?
-Spieszę się.
-Jakoś okłamując i podwożąc moją dziewczynę nie spieszyłeś się, a wręcz przeciwnie.
-Przestań. Tylko ją podwiozłem.
-Jeszcze okłamałeś. Horan, nie wiem co kombinujesz, ale trzymaj się z dala od mojej dziewczyny!
-Przecież nie robię nic złego!
-Nie, oczywiście! Tylko zarywasz do mojej dziewczyny!
-Oj uspokój się.
-Ja się uspokoję jak ty przestaniesz zarywać do mojej dziewczyny.
-Dobra, dobra niech ci będzie. Tylko się uspokój. Muszę już iść na lekcję, bo się spóźnię. Nara.
-Tylko pamiętaj. Inaczej będzie z tobą źle.
-Dobra. Narka.
-Narka i uważaj.
-Postaram się.
-Ok.- poszedłem w stronę sali gdzie miałem mieć pierwszą lekcję. Po lekcjach razem z Vicky pojechaliśmy do mojego domu.
-Rozmawiałeś z nim?- spytała siadając na moim łóżku
-Tak. Powiedział, że już nie będzie.- powiedziałem siadając obok niej
-To dobrze. Naprawdę cię przepraszam. Myślałam, że mówi prawdę.
-Nic się nie stało, ale musisz mnie jakoś przeprosić.
-Chyba wiem o co ci chodzi.- namiętnie mnie pocałowała- Może być?
-Hm... No dobrze. Niech będzie.
-Jeżeli chcesz możesz dostać jeszcze jednego.
-Owszem chce.- znowu zaczęliśmy się całować tylko tym razem na dłużej. Zatraciliśmy się w tych pocałunkach. Przerywaliśmy tylko po to żeby wziąć oddech. W końcu nasze bluzki znalazły się na podłodze. Całowałem Vicky po brzuchu, szyi i znowu w usta. Po chwili zadzwonił jej telefon. Odebrała.
-Halo?....Tak. Już jadę........Dobrze. Niedługo będę.
-Co jest?
-Musze wracać. Dzwoniła moja przyjaciółka. Ma problem muszę do niej zajechać.
-Podwiozę cię.
-Nie dzięki. Ona mieszka dwa domy dalej.
-Która?
-Nat. Muszę pogadać z niæ i Paulą. Pa
-Pa.- jeszcze raz się pocałowaliśmy. <3
* perspektywa Vicky*
Ubrałam się i poszłam do dziewczyn. Trochę byłam zła, że nam przerwały, ale musiałam im pomóc. Bałam się, że mogą się pozabijać. Po chwili już u nich byłam. Ciekawe co się stało?
-Hej. Jestem. Co jest?
-Nie uwierzysz! Ona chodzi z Harrym po tym wszystkim!- krzyczała zapłakana Nat- Nie kumam jej. Dopiero co ją skrzywdził.
-Uspokójcie się. Paula czy to prawda?
-Tak, no i co z tego? Ja kocham go, a on mnie.
-Mnie to nikt już nie zapyta co czuje?!
-Nat spokojnie. Jak to się mówi "serce nie sługa". Skoro wybrał Paule musisz się z tym pogodzić. Poza tym myślałam, że nadal jesteś na niego wściekła.- ja
-To nie ma nic do rzeczy.'Z niczym nie będę się godzić Co jeżeli też coś do niego czuje? To już się nie liczy?
-To jest też jego decyzja z kim chce być. Nie możemy go do niczego zmuszać.- ja
-Ta rozmowa nie zmierza donikąd. Nie mam ochoty was słuchać.
-Natalie zrozum, że to nie jest tylko mój wybór. Poza tym to Harry do mnie zadzwonił i powiedział, że mnie kocha i przeprasza. Też go kocham więc mu wybaczyłam.
-Eh!......No dobra. Rozumiem, ale i tak jestem zła.
-Czyli....zgoda?- Paula
-Zgoda.
-To jeżeli już się pogodziłyście to ja wam opowiem o tej sytuacji po pocałunku z Niallem.
-Jakim pocałunku z Niallem?- Nat
-No tak ty nie wiesz. Więc opowiem od początku.- zaczęłam opowiadać jak doszło do pocałunku i jak zareagował Lou. Potem o rozmowie Lou z Niallerem. O tym pytaniu które zadał mu Louis czy mnie kocha i tym jak Niall mnie oszukał chcąc podwieźć do szkoły. Dziewczyny były zszokowane i stwierdziły, że on naprawdę musi mnie kochać skoro stawia się Lou po takich ostrzeżeniach i dopiero co po zawarciu zgody. Przyznałam im rację, ale dodałam też, że trzeba będzie mu jakoś powiedzieć, że to nie ma sensu, bo kocham Louis'a. Postanowiłyśmy z nim pogadać na ten temat. To było trudne. Nie chciałam robić przykrości moim przyjaciołom, ale w tym wypadku nie było innego wyjścia. Rozmawiałyśmy jeszcze trochę po czym razem z Paulą musiałyśmy się zbierać. Pożegnałyśmy się z Natalie i wyszłyśmy. Na szczęście Paulina mieszkała niedaleko mnie i mogłyśmy razem wrócić. Cały czas rozmyślałam jak to powiedzieć Niallowi gdy nagle Paulina pokazała mi......-
***************************************************************************************
No i jest 7 rozdział. Mam nadzieję, że się podoba. Zostawiajcie po sobie komy. Następny rozdział będzie w poniedziałek. Wiem, że jestem wredna karząc wam tyle czekać. No, ale cóż nic nie poradze taka już jestem. Tak w ogóle wszystkiego najlepszego z okazji dnia singla.
15 luty- Single, to nasz święto.m :-)

piątek, 14 lutego 2014

rozdział 6

-Halo?
-Cześć Vicky.Gdzie jesteś? Jestem już wolny.
-Możesz być za pół godziny u mnie?
-Coś się stało, bo masz dziwny głos?
-Musimy pogadać. Jestem w galerii.
-To przyjadę po ciebie. Zaczekaj tam.
Lou był po 10 minutach. Pożegnałam się z Paulą i poszłam z Lou do samochodu. Niedługo później byliśmy u mnie w domu. Zdjęliśmy buty i kurtki i weszliśmy na górę. Lou zapytał co się stało i objął mnie ramieniem. Opowiedziałam mu całą sytuacje. Trochę się zdenerwował.
-Co?
-Nie chciałam. To był przypadek.
-Jak mogłaś się z nim całować?
-To on mnie pocałował.- mówiłam zapłakana
-Wierzę ci, że to był przypadek, ale to mnie boli.
-Wiesz, że nie zrobiłabym ci tego specjalnie, bo cię kocham.
-Pogadam sobie z nim.
-Tylko spokojnie. Proszę.
-Dobrze. Możesz iść ze mną.
-Idziemy teraz czy jutro?
-Teraz. Chce to załatwić jak najszybciej.
-Poczekaj chwile.
Napisałam do Nialla'a. Odpisał, że jest w domu i możemy przyjść. Napisał też żebym trochę uspokoiła Louis'a zanim przyjdziemy. Miał rację. Nie chciałam żeby się tam pobili.
-Jest w domu.
-Ma twój numer?!
-Jest moim przyjacielem Louis. Tak jak Harry, Liam i Zayn. Też mają mój numer.
-To nie jest normalne całować się z przyjacielem gdy ma się chłopaka!
-Rozumiesz, że nie chciałam? To był wypadek. Wiesz, przynajmniej ci powiedziałam! Więc nie krzycz na mnie.- mówiłam prze łzy. Podszedł do mnie i przytulił.
-Przepraszam, po prostu poniosły mnie emocje. Kocham cię. To był wypadek.
-Dziękuje. Ja też przepraszam. Kocham cię. To co jedziemy?
-Tak.
-pół godziny później dom Niall'a-
-Cześć Lou. Hej Vicky. Wejdźcie.- weszliśmy- Przepraszam. Naprawdę nie chciałem. Nawet nie wiem jak to się stało.
-Vicky zostawisz nas samych? Idź do kuchni.
-Ok.- wyszłam
* perspektywa Lou*
-Naprawdę cię przepraszam. Nie chciałem. To...
-Przestań już! Mam do ciebie .
-Hm?
-Kochasz ją?
-No......
-Prosta odpowiedź. Tak czy nie?
-Trochę.. No dobra tak.
-Widzisz. Ja też ją kocham. Jest moją dziewczyną. Więc rozumiesz czemu byłem zły?
-Tak. Obiecuję ci, że więcej tego nie zrobię.
-Jeżeli obiecujesz to zgoda.
-Dzięki Lou. Jesteś super przyjacielem.
-Spoko. My już spadamy. Narka.
-Narka.
-pół godziny później dom Lou-
-Wyjaśniliście sobie?
-Tak.
-O czym gadaliście?
-Pogodziliśmy się i zadałem mu jedno pytanie.
-Jakie?
-Czy cię kocha.
-Co powiedział?
-Tak.
-Nic mu nie zrobiłeś?
-Nie. Po prostu umiał postawić się w mojej sytuacji.
-Aha. Chodź tu do mnie.
-Po co?
-No chodź.- podszedłem do niej, a ona mnie namiętnie pocałowała.
-Za co to?
-Na przeprosiny.
-O. To chyba częściej musisz przepraszać.
-Nie muszę. Chodź tu.- znowu się namiętnie pocałowaliśmy. Całowaliśmy się tak jeszcze trochę i w oońcu musiała wracać do domu. Odwiozłem ją. Na pożegnanie jeszcze raz namiętnie sië pocałowaliśmy.
* perspektywa Hazzy*
Miałem mętlik w głowie. Nie na rękę była mi ta kłótnia. Na jednej z nich bardzo mi zależało. Nawet wiedziałem na której, ale nie wiedziałem czy nie jest na mnie wściekła. Ta dziewczyna była wyjątkowa. Wybranką mojego serca była Paulina. Lubiłem Natalie, ale Paule kochałem.  Jednak nie chciałem by była na mnie wściekła. Więc wolałem na razie nie wybierać. Chociaż.... Zadzwoniłem do Pauliny.
-Cześć . Nadal się na mnie gniewasz?
-Nie. Jest ok. A co?
-Możesz do mnie przyjechać? Chciałem o czymś pogadać.
-Będę za 15 minut.
-Dzięki. Będę czekał.
  * 15 minut później*
-Jestem. Co chciałeś?
***********************************************************************************
Strasznie przepraszam, że nie dodałam wczoraj. Nie dałam rady robiłam kartki walentynkowe dla klasy do 22. Przy okazji wszystkiego najlepszego z okazji walentynek. Jeżeli nie obchodzicie to wszystkiego naj z okazji dnia singla, który będzie jutro. Chociaż w walentynki zostawcie po sobie komentarz. :-) <3 Dziękuje, że ze mną jesteście. <3

wtorek, 11 lutego 2014

rozdział 5

* perspektywa Hazzy*
Dzisiaj miałem mieć randkę z Pauliną. Strasznie się denerwowałem. O 17:30 wyszedłem z domu. Po pół godzinie byłem po nią. Była ubrana w czarną sukienkę przed kolano bez rękawów. Wyglądała zjawiskowo. Pojechaliśmy na kolację. Miło nam się rozmawiało. Spędzaliśmy razem wesoło czas. Po kolacji poszliśmy na krótki spacer po którym odwiozłem ją do domu. Gdy się żegnaliśmy powoli zbliżaliśmy nasze twarze po czym nasz usta złączyły się w długim i namiętnym pocałunku. Pożegnałem się z nią i poszedłem w stronę samochodu. Po chwili zadzwonił telefon. Spojrzałem na wyświetlacz była to Natalie. Odebrałem od razu.
-Cześć co u ciebie?
-Hej Hazza. Co tam? U mnie ok.
-Dobrze. Co chciałaś?
-Zapytać czy miałbyś ochotę gdzieś jutro ze mną wyskoczyć?
-Jasne. Z tobą zawsze chętnie wychodzę. Jesteś jedną z moich ulubionych dziewczyn.
-Jedną z ilu?
-Oj tak powiedziałem. To może zrobimy sobie piknik pod gwiazdami?
-Doskonały pomysł.
-To do zobaczenia.
-Pa Kocie.
-Hej..Dobra nie wiem jak cię nazwać..Może.o wiem! Pa Misiaku.
-Hi hi pa.
Następnego dnia byłem gotowy o 18 i pół godziny później byłem po Natalie. Gdy wyszła z domu oniemiałem. Była piękna. Miała włosy spięte w koka i śliczną krwawo czerwoną sukienkę. Była przed kolano. Stałem tak jak słup, a ona podeszła i przywitaliśmy się buziakiem w policzek.
-Co się stało? Źle wyglądam?
-Nie wręcz przeciwnie. Wyglądasz zjawiskowo.
-Dzięki. To gdzie jedziemy na ten piknik?
-To niespodzianka. Wsiadaj
 Wsiadła. Jechaliśmy w milczeniu, ale to nie była niezręczna cisz tylko taka przyjemna. Nie musieliśmy nic mówić żeby czuć się dobrze w swoim towarzystwie. W końcu dojechaliśmy do..
* perspektywa Lou*
Wczorajszy dzień był najlepszy w moim życiu i uczynił mnie najszczęśliwszych chłopakiem na ziemi. Nadal nie mogłem uwierzyć, że się zgodziła. Dzisiaj mieliśmy wyjść razem wieczorem na spacer. Nie mogłem się doczekać. Była 17:30. Za pół godziny miałem być po moją dziewczynę Vicky ( jak to super brzmi moja dziewczyna). Ubrałem jeansy i białą bluzkę w niebieskie paski.. Do tego ubrałem niebieską bluzę z kapturem i wziąłem szarą czapkę. Wychodząc ubrałem ulubione czarne tenisówki. Byłem na miejscu 5 minut przed czasem. Zadzwoniłem do drzwi. Po chwili otworzyła mi Vicky. Była ubrana w jasno szare rurki i czerwono-czarną koszule w kratę. Do tego  miała ubraną różową bluzę i czarną skórzaną kurtkę. Ubrała czarne tenisówki i wyszliśmy. Oczywiście  dostałem buziaka
.-Wyglądasz pięknie Vicky.
-Dziękuje. Ty też.
-Nie przesadzaj. To gdzie idziemy?
-Może na gorącą czekoladę?
-Pewnie.
-Co tam u Hazzy?
-Wczoraj był na randce z jakąś dziewczyną, a teraz jest na randce z jakąś inną. Co chcesz mu podokuczać?
-Wyślij do niego sms gdzie jest.
Do Harry "Gdzie jesteś?"
Od Harry" Co cię to obchodzi. Nie interesuj się nie swoimi sprawami."
Do Harry "No powiedz gdzie jesteście? Nie bądź taki Hazzuś"
Od Harry "No dobra niech ci będzie. Jesteśmy na tej polance u dołu doliny róży."
Do Harry "Spoko. My jesteśmy na spacerze."
-Vicky mam pomysł. Wbijamy do nich?
-Jasne. zrobimy mu trochę siary.- pojechaliśmy w stronę miejsca w którym się znajdowali.
* perspektywa Hazzy*
Siedzieliśmy obok siebie na kocu i rozmawialiśmy. Nachylałem się właśnie ku niej by ją pocałować gdy usłyszałem warkot silnika. Odwróciłem głowę i zobaczyłem samochód Lou. Wkurzyłem się. Po co ja mu mówiłem gdzie jesteśmy. W sumie mogłem się tego po nim spodziewać.
-Hejka Harry. Co tam u was?
-Louis! Po co tu przyjechaliście?
-Nie złość się. Chcieliśmy was odwiedzić.
-Poważnie? Teraz? Chodź na słowo.- odeszliśmy kawałek
-Po jasną cholerę tu przyszliście? Nie widzisz, że mam randkę z Natalie.
-A co z Pauliną? Znudziła ci się?
-Byłem z nią wczoraj na randce, a dzisiaj jestem z Natalie. Coś ci nie pasuje?
-Powinieneś albo jedną wybrać albo im powiedzieć. Całowałeś się z którąś?
-Nic nie będę wybierał! To się okaże. Nie będę nic mówił. I tak z Pauliną, a z Natalie miałem zamiar, ale mi przeszkodziłeś!
-Spokojnie. Zaraz jedziemy z powrotem. Nie gorączkuj się tak.
-Dobra. Chodźmy do dziewczyn.- podeszliśmy do rozmawiających dziewczyn.
-Co tam? O czym gadacie?
-Nie wasze interere. Swoją drogą fajna jesteś Natalie. Może wyskoczymy razem na zakupy?
-Jasne. Masz mój numer i ty mi daj swój.
-Ok.- wymieniły się numerami po czym pożegnaliśmy się i Lou z Vicky pojechali.
-Sorry za nich.
-Nie spoko. Fajna ta jego dziewczyna. Wiesz okazało się, że mamy wspólną znajomą.
-tak? Jaką?
-Paulinę.
-Jak to?
-Znasz ją?
-Co? Ja? Nie skądże znowu. Będziemy wracać?
-Jasne.
Spakowaliśmy koc i inne rzeczy i ruszyliśmy w drogę powrotną. Nie mogłem uwierzyć, że się znają. Jeżeli będą plotkować tak jak to dziewczyny robią to prawda wyjdzie na jaw. Trochę się załamałem. Dojechaliśmy pod dom Nat. Odprowadziłem ją pod drzwi.
-Przepraszam cię, że oni wtedy przeszkodzili nam w tym pocałunku. Nadrobimy to?
-Pewnie.- uśmiechnęła się po czym złączyliśmy nasze usta w krótkim, ale namiętnym pocałunku. Ten dzień mogę zaliczyć do w połowie udanych. Nadal miałem obawy, że się wyda, że chodzę z dwiema na raz. Będę miał przerąbane. Pojechałem do domu i położyłem się spać rozmyślając którą z nich wybrać. To było ciężkie.
* perspektywa Vicky*
Natalie była fajna. Super, że obie znałyśmy Paulinę. Jutro po szkole miałyśmy iść razem na zakupy do galerii. Poszłam spać. W szkole nie wydarzyło się nic ciekawego. Po lekcjach wróciłam do domu. Odłożyłam plecak i zjadłam obiad. Pół godziny później były po mnie dziewczyny. Wsiadłam do samochodu i pojechałyśmy do galerii. Podczas drogi rozmawiałyśmy.
-Jak tam Lou?- spytała Natalie
-Spoko, a co u was w sprawach miłosnych?
-Ostatnio spotkałam się z fajnym gościem.- Paulina
-Ja też. Wczoraj. Zresztą widziałaś Vicky-.
-No tak z Harrym.
-Czekaj. Co?- Paulina
-No z Harrym.- Natalie
-Ja się z nim spotkałam przedwczoraj.- Paulina
-Co? To świnia jedna.- Natalie
-Zmiana planów. Jedziemy do domu Styles'a.- Paulina
-Spoko. Musicie to wyjaśnić.- powiedziałam i ruszyłyśmy. Dziewczyny były wściekłe. Zresztą nie dziwiłam się. Też bym była. W końcu zajechałyśmy pod dom Hazzy z moimi wskazówkami, bo dziewczyny tu wcześniej nie były. Zapukałyśmy do drzwi. Po chwili otworzył nam uśmiechnięty Harry, ale gdy zobaczył nasze miny uśmiech od razu znikł z jego twarzy.
-Cześć Harry.- powiedziała twardo Natalie
-Nie masz nam czegoś do powiedzenia?- Paulina
-Dajcie spokój. Nie chciałem was ranić.
-Zamierzałeś w ogóle im powiedzieć?
-Tak. Tylko... Wejdźcie do środka.- weszłyśmy po czym udałyśmy się do salonu. Dostałam sms.
Od Lou <3 "Gdzie jesteście?"
Do Lou <3 "U Hazzy. Nabroił."
Od Lou <3 "Zaraz będę. <3."
Do Lou <3 "Ok. <3 kc."
Harry siedział skulony w fotelu. Dziewczyny próbowały się uspokoić. Po chwili zadzwonił dzwonek. Poszłam otworzyć. Stali tam uśmiechnięci Liam, Niall i Zayn. Gdy zobaczyli moją minę uśmiechy znikły z ich twarzy.
-Możemy wejść?- Niall
-To nie jest dobry pomysł. Harry narozrabiał.
-Co on znowu wymyślił?- Zayn
-No.. chodził naraz z dwoma dziewczynami które się znały. Paulinę już znałam, a Natalie poznałam wczoraj. Jechałyśmy na zakupy i gadałyśmy i tak wyszło na jaw. Dziewczyny są wściekłe.
-Dobra to ja wejdę. Potem dam wam znać co i jak. Idźcie do domu chłopaki.- Niall
-Ok.- Liam
Weszłam z Niallem do środka. Dziewczyny rozmawiały między sobą, a Harry siedział na fotelu tak jak wcześniej. Niall do nich podszedł.
-I co?- spytał
-Jesteśmy na niego wściekłe. Zastanawiamy się czemu to zrobił. - Paulina
-Nie chciałem. Po prostu podobacie mi się obie. Nie wiedziałem którą wybrać.- mówił ze łzami w oczach
-Pogadajcie sami.- powiedział Niall
Wyszliśmy z salonu i udaliśmy się do kuchni. Przed chwilą dostałam sms od Lou, że nie przyjdzie, bo nie da rady. Siedzieliśmy tak z Niall przy herbacie, rozmawialiśmy i śmialiśmy się choć atmosfera była napięta. Dobrze się dogadywaliśmy. Po jakimś czasie nawet nie wiedziałam jak to się stało zaczęliśmy się całować. Zatraciłam się na chwile, ale zaraz się ocknęłam i odeszłam od Nialla.
-Nie możemy tak. Ja mam chłopaka, a do tego to twój najlepszy przyjaciel.
-Przepraszam cię. Nie chciałem. Po prostu..jesteś piękna, mądra, zabawna...
-Oh, Niall dziękuje, ale nie mogę. Pójdę już.
-Nie. Zaczekaj.-chwycił mnie za ramie- lepiej na nie zaczekaj. Nikomu nie powiem. Przysięgam.
-To miłe. Zaczekam na dziewczyny, ale Lou muszę powiedzieć. Jest moim chłopakiem i muszę być z nim szczera.
-Rozumiem. Tylko on będzie na mnie wściekły.
-Wiem i przepraszam, ale muszę.
-No ok.- do kuchni weszły dziewczyny
-Idziemy?- spytałam
-Tak.-odpowiedziały. Wyszłyśmy na zewnątrz i Paula powiedziała:
-Teoretycznie mu wyjaśniłyśmy i wybaczyłyśmy, a on nas przeprosił, ale nie wiem czy to coś da.Nat nadal jest zła.
-Jak miałabym nie być? Sorry, ale jadę do domu. Nie mam ochoty tu siedzieć ani chodzić po galerii.
-To pa.- pożegnałyśmy się i Natalie poszła do domu.
-Paula?
-Tak?
-Nadal ci na nim zależy, prawda?
-Trochę, ale nie powiem tego Nat, bo będzie jeszcze bardziej wściekła.
-Rozumiem.
-Chodźmy na kawę i ciasto.
-To dobry pomysł.
Poszłyśmy więc. Rozmawiałyśmy o tym wszystkim. Zwierzyłam się Pauli o tej sytuacji z Niallem. Zapytała czy mu powiem. Powiedziałam jej, że tak, bo nie mam zamiaru przed nim niczego ukrywać. Gadałyśmy tak jeszcze pół godziny gdy zadzwonił mój telefon. Odebrałam.
***************************************************************************************
Po pierwsze bardzo przepraszam, że tak późno. Po drugie proszę abyście komentowali co sądzicie o tym blogu. Po trzecie mam nadzieję, że się podobało. No i w końcu po czwarte następny rozdział będzie w czwartek. :-)

niedziela, 9 lutego 2014

rozdział 4

  Zaprowadziłem ją do parczku.Tam pod wielkim dębem stała śliczna drewniana ławeczka. O każdej porze roku było tam pięknie, a szczególnie jesienią gdy spadały kolorowe liście i zimą gdy wszystko otulał śnieg. Wracając do rzeczywistości odsłoniłem jej oczy.
-Jej jak tu pięknie. Usiądźmy na tej ławeczce.
-Dobra.- chciałem jej zrobić kawał więc miałem szczęście, że spadł śnieg. Wziąłem śnieżkę i rzuciłem w Vicky.
-Hej Lou to nie było fair. Foch.
-Dobra już przestałem.
-To było nie fair.
-Pseplasam cię- zrobiłem duże słodkie oczka
-No dobra.- zaśmiała się, a ja usiadłem obok niej
.Jak ci się podoba?
-Jest prześlicznie. Nigdy nie widziałam piękniejszego miejsca.
-To co ci tam Harry napisał?
-Pytał co chcę żebyśmy dzisiaj robili i mówił, że jestem fajna miła i zabawna.
-Jesteś też ładna i mądra. To co w końcu ustaliliście, że będziemy robić?
-Będziemy grać w butelkę. Nie przesadzaj nie jestem w cale ładna.
-Jesteś. Popatrz mi w oczy.- odwróciłem jej głowę tak by patrzyła mi prosto w oczy.- Jesteś piękna i się nie kłóć.- zbliżaliśmy do siebie twarze, a ja byłem zapatrzony w jej piękne brązowe oczy.
* perspektywa Vicky*
Nasze twarze się zbliżały. Zatopiłam się w jego niebieskich oczach. W końcu złączyliśmy nasze usta w pocałunku. Po krótkiej chwili speszona oddaliłam się od niego.
-Jedziemy do chłopaków? Jest 13.
-Dobrze chodźmy.- powiedział równie speszony
Szliśmy powoli przez moją kostkę. Byliśmy kawałek od siebie. Louis mnie nie podtrzymywał. W końcu doszliśmy do domu Hazzy. Lou zapukał. Otworzył uśmiechnięty Harry.
-Hejka! Wchodźcie!- weszliśmy do salonu gdzie była cała reszta. Usiedliśmy na podłodze w kółku z butelką. Pierwszy kręcił Zayn. Wypadło na mnie.
-Pytanie czy wyzwanie?
-Wyzwanie.
-Hm.. Musisz dać buziaka osobie po twojej prawej.- siedział tam Lou. Trochę się speszyłam. Dałam mu buziaka w policzek i zakręciłam butelką. Wypadło na Hazze.
-Pytanie czy wyzwanie?
-Hm.. wyzwanie.
-Ja wiem!- krzyknął Niall- Daj buziaka Vicky.- Harry wykonał swoje zadanie i zakręcił butelką. Graliśmy jeszcze trochę. Na mnie wypadło jeszcze jeden raz. Musiałam pocałować Lou więc dałam mu buziaka w policzek, ale chłopacy powiedzieli, że w usta. Dałam mu krótkiego buziaka w usta, a cała reszta powiedziała chórem "uuuu". Obejrzeliśmy jeszcze jakiś serial który lubił Niall. Była już 17.
-Muszę się zbierać.
-Odprowadzę cię- powiedział Louis i kolejne "uuuuu"-Zamknijcie się!- miał dosyć
* perspektywa Lou*
Prze cały czas myślałem o tym pocałunku w parku i o tym u chłopaków. Byłem trochę speszony na początku. Chociaż podobał mi się ten pocałunek. Chłopacy wyskakiwali z tym "uuuuuu". Ja wybierałem pytania, bo Vicky i tak była speszona. Gdy powiedziała, że musi się zbierać ubraliśmy się i wyszliśmy.
-Przepraszam cię za nich.
-Spoko to nie było takie straszne chociaż byłoby lepiej gdyby ich nie było.-uśmiechnęliśmy się- Już jesteśmy.
-Wiesz teraz ich nie ma. Więc... dostane całusa na pożegnanie?
-No nie wiem.
-Tak ładnie cię plosem.
-No dobrze.- złączyliśmy nasze usta w pocałunku. Tym razem był dłuższy i bardziej namiętny. W końcu oderwaliśmy się od siebie.
-Przyjść po ciebie jutro? Pojedziemy razem do szkoły.
-Przecież jest autobus.
-Ja mam samochód. Pojedziemy razem.
-Ok to bądź po mnie wpół do siódmej. Pasuje?
-Oczywiście. Do jutra i kolorowych snów.
-Nawzajem. Papa
Wróciłem do chłopaków którzy oczywiście na mnie czekali. No i tak jak myślałem wszystkie te głupki miały banany na twarzach. To było nie logiczne. Och te głupole.
-Hej! I co dostałeś buziaka na pożegnanie?- spytał Horan
-Nie twój interes.
-Oj weź powiedz.- nalegał Zayn
-Może.
-Czyli tak!- krzyknął Harry
Gadaliśmy jeszcze pół godziny o sporcie i innych takich. W końcu chłopacy poszli. Zostałem sam z loczkiem. Nadal był wesoły. Co było dziwne zważywszy, że jemu też podobała się Vicky i jeszcze wczoraj był smutny.
-Co ty taki radosny?- spytałem
-Cieszę się, że wam się układa.
-Jest ci też przykro?
-Trochę. Lubię ją, ale widać, że nie jest mi pisana. Poza tym znam ją ledwie niecałe dwa dni.
-Poznałeś inną. Prawda?
-Tak. Ma na imię Paulina. Znam ją parę tygodni, ale wczoraj pomyślałem, że w sumie mogę ją zaprosić na randkę i się zgodziła.
-Widzisz! Dobra ja lecę. Narka.
-Narka!
* perspektywa Vicky*
To był genialny dzień. Lou jest super. Słodki, zabawny i miły. No i do tego przystojny. Byłam trochę speszona pocałunkiem, bo byli tam jego koledzy. Pomijając to było super. Jak mnie zaprowadził do tego pięknego dębu gdzie była ta prześliczna ławeczka to było mega słodkie.  Jak mnie tam pocałował to się speszyłam, bo było tak nagle. Ogólnie ten pocałunek był super tak samo jak ten przed domem. Weszłam na Facebooka i rozmawiałam z Lilą. Ten chłopak z parku to był jej chłopak. Ja opowiedziałam jej o Lou. Powiedziała, że to faktycznie było słodkie. Gdy wysłałam jej jego zdjęcie które znalazłam na jego profilu powiedziała, że do siebie pasujemy i razem wyglądamy uroczo. Pisałam jeszcze chwile ze znajomymi z polski i poszłam spać.
  Wstałam o 6. Zeszłam na dół i zjadłam śniadanie. Do plecaka spakowałam pieniądze na lunch i potrzebne rzeczy. Dzisiaj ubrałam jasno różowe rurki i błękitną bluzkę z długim rękawem na której było czerwone serce. Wzięłam plecak i zeszłam na dół. Uczesałam się. Zostawiłam włosy rozpuszczone. Ubrałam kurtkę i buty i wyszłam na zewnątrz by poczekać na Lou. Pojawił się po pięciu minutach. Przywitałam się z nim i wsiadłam do samochodu.
* perspektywa Lou*
Cieszyłem się, że mogę jechać z Vicky do szkoły. Bardzo ją lubiłem, ale nie wiedziałem co ona czuje do mnie. Chociaż miałem nadzieję, że to samo. Ta dziewczyna jest po prostu genialna. Nie znałem dotąd lepszej dziewczyny. Jednak boję się jej tego powiedzieć.
-Hejka. Co tam u ciebie?- spytała wsiadając
-Cześć. Wszytko ok, a u ciebie?
-Jakoś leci. Szczegół, że widzieliśmy się wczoraj i raczej wiemy co tam.- zaśmiała się . Jak ja lubię ten jej śmiech..
-Louis! Żyjesz?! Tu ziemia do Lou!- pomachała mi ręką przed oczami.
-Co? Co? O co chodzi? Jestem!- wyrwałem się z zamyśleń.
-Odpłynąłeś. Pewnie w krainę tęczy i jednorożców.- znowu się zaśmiała- Dobra jedźmy już, bo się spóźnimy.
-Dobra jedziemy już.
Dojechaliśmy do szkoły 10 minut przed ósmą. Na szczęście kończyliśmy o tej samej i mogliśmy razem wrócić do domu. Miałem plan by po lekcjach zaprosić ją na spacer. Lubiłem przechadzać się z nią po parku. Miałem nadzieję, że nie będzie chciała iść do chłopaków, bo chciałem spędzić z nią trochę czasu sam na sam. Niestety nadzieja matką głupich, ale widocznie jestem głupi, bo ją mam. Na lekcjach siedziałem niecierpliwie czekając końca.  Gdy nareszcie zadzwonił dzwonek po ostatniej lekcji jak najszybciej wyszedłem z sali. Na szczęście Vicky miała ostatnią lekcję w sali obok więc zaczekałem na nią i razem wyszliśmy ze szkoły. Od razu zapytałem:
-Przejdziemy się na spacer do parku?
-Jasne. Może wstąpimy potem do chłopaków?- zrobiłem zwiedzoną minę co chyba zauważyła- dobra widzę, że to zły pomysł. Pójdziemy tylko do parku i pobędziemy trochę sami.
-Dzięki. Umiesz wykryć czyjeś uczucia po mimice twarzy.
-Nie ma sprawy. Poza tym zaproponowałam to, bo myślałam, że chcesz ich odwiedzić.
-Lubię ich towarzystwo, ale to nie znaczy, że muszę cały czas z nimi przebywać.
-Myślę dokładnie tak samo. Z tymi wariatami można dostać głupawki albo jeszcze gorzej.- oboje wybuchliśmy gromkim śmiechem
-Dokładnie. Jak są razem to zamienia się to w dom wariatów. To chodźmy do samochodu. Zostawisz plecak w domu i pojedziemy..hm....?
-Może tam gdzie mnie ostatnio zabrałeś. Bardzo mi się tam podobało. Było wręcz prześlicznie.
-Nie ma sprawy, ale będziesz musiała mieć zasłonięte oczy tak jak ostatnio.
-Co? Czemu?
-To moje wyjątkowe miejsce. Nikt nie wie jak tam dość, bo wszystkim zasłaniam oczy.
-Mi też musisz?
-Na razie tak. Przyrzekłem sobie, że pokaże jak tam dość osobie która będzie wyjątkowa i będzie moją dziewczyną.
-Rozumiem. Chodźmy już.
Poszliśmy do mojego samochodu i pojechaliśmy do domu Vicky by odłożyła plecak. Później pojechaliśmy w stronę parczku. Gdy byliśmy niedaleko zasłoniłem jej oczy by nie wiedziała jak tu trafić. Chociaż w głębi serca miałem nadzieję, że kiedyś zostanie moją dziewczyną i wtedy będę mógł pokazać jej drogę, bo kimś wyjątkowym już była. Nie chciałem po prostu złamać swojego postanowienia. Dlatego musiałem poczekać. Gdy już doszliśmy odsłoniłem jej oczy.
-Pięknie tu. Chyba podoba mi się tu jeszcze bardziej niż ostatnio.
-Cieszę się, że ci się podoba. Mam do ciebie małe pytanko.
-Słucham?
-No..czy..chciałabyś...zo..zostać..mo..moją..dziewczyną?
-Hm..?
-Jeżeli nie chcesz to zrozumiem. Wiesz co? Po prostu o tym zapomnij. Nic się nie pytałem.
-Ale Lou..
-Nie zapomnij nic nie było.
-Nie chce zapominać, bo chcę być twoją dziewczyną! Kocham cię.
-Dobra chodźmy już. Zapomnij.
-Jesteś głuchy?
-Nie czemu?
-Bo właśnie powiedziałam, że cię kocham i chcę być twoją dziewczyną.
-Serio?
-Tak, a teraz chodź tu i mnie pocałuj.- pocałowaliśmy się, a ja nadal nie mogłem uwierzyć, że się zgodziła. Posiedzieliśmy jeszcze trochę i wróciliśmy wieczorem do domu.
* perspektywa Hazzy*
Dzisiaj miałem mieć randkę z Pauliną.
****************************************************************************************
No i jest kolejny rozdział. Wiem jestem wredna, bo trzymam was w niepewności co do randki Harrego i Pauliny. Musicie wytrzymać do wtorku. Zostawiajcie po sobie komentarze.

piątek, 7 lutego 2014

rozdział 3

* perspektywa Lou*
  Chłopacy byli jeszcze u Hazzy więc postanowiłem wstąpić. Drzwi otworzył mi rozpromieniony Horan. Zdziwiłem się czemu jest taki wesoły więc postanowiłem się go zapytać.
-Coś ty taki rozpromieniony?
-Wejdź Lou.
-Niall?- zdziwiony wszedłem do środka gdzie siedzieli chłopacy cali rozpromienieni.-Co tu tak wesoło?
-Przez ciebie.- śmiał się Harry
-Wytłumaczy mi ktoś?
-No, bo chyba nie myślałeś, że nie zauważymy.- powiedział Zayn
-Czego u licha?- nie rozumiałem o co im chodzi.
-Przecież widzieliśmy jak na nią patrzysz.- powiedział Liam
-Na kogo?
-Na... jak ona miała? Vicky? Tak Vicky.- powiedział Zayn
-Co wam do łbów strzeliło?! To moja koleżanka i nią pozostanie!
-Już spokojnie Lou. Daj spokój Louis.- powiedział Niall- usiądź.
-Ok. Więc teraz powiedzcie mi na spokojnie.
-Nie oszukujmy się. Widzieliśmy jak się jej przyglądasz. Podoba ci się. Musisz przyznać nam rację- powiedział Zayn
-Nie!- popatrzyli na mnie jak na idiotę.- No.. może..trochę.
-Widzisz nie da się ukryć. Widać gołym okiem- powiedział Liam
-Gdzie jest Harry?- spytałem, bo zauważyłem brak loczka
-Poszedł do swojego pokoju.- powiedział jakiś przygaszony Niall
-Co się stało Nial?
-Nic, nic nie ważne. Będę się zbierać. Cześć.
-Ja też. Liam idziesz?
-Tak. Lou zajrzysz do Hazzy?
-Spoko zostanę jeszcze. Narka.
Poszedłem do góry żeby zobaczyć co z loczkiem. Odkąd potwierdziłem, że przyznaję im rację co do tego, że podoba mi się Vicky to Harry i Niall wydawali się dziwnie przygaszeni. Są też trochę smutni.Wszedłem do góry i zapukałem do pokoju lokowatego. Na początku nie odpowiadał, ale po chwili wyszedł.
-Harry co się stało?
-Nie nie. Wszystko ok? Zostajesz jeszcze?
-Mnie nie oszukasz. Co się dzieje?
-No nic.
-Skoro nie chcesz powiedzieć to ja się zbieram. Tylko jeszcze mam pytanie czy mogę jutro też przyjść z Vicky? Najpierw chce ją zabrać do ślicznego miejsca. Potem byśmy przyszli. Co ty na to?
-Ok.
-To narka.- miałem już wychodzić gdy Harry mnie zawołał
-Lou?
-Słucham?
-Naprawdę ci się ona podoba?
-Nom..tak. A tobie?
-Nie..
-Harry nie ściemniaj. Przecież widzę, bo ślepy to ja jeszcze nie jestem. To dlatego jesteś taki smutny?
-No.. masz rację. Trochę.
-Nie dziwie się.Te jej brązowe oczy i włosy. Jest też bardzo kiła i zabawna.
-Przyznaję ci rację. Jest super. Szkoda tylko, że nie mam u niej szans.
-Czemu tak myślisz?
-Ty znasz ją dłużej. Ja widziałem ją raz. Nie zna mnie. Ty masz z nią kontakt i możesz się z nią spotkać.
-Mogę ci dać jej numer. Popisz z nią. Nie chce żebyś był smutny. Niech wtedy ona ma wybór. Jeżeli w ogóle będzie chciała. Tu masz jej numer. Ja lecę. Na razie!
-Narka
* perspektywa Vicky*
Leżałam w łóżku z laptopem. Pisałam z koleżanką z polski. Tęskniłam za nią. Zawsze lubiłam Karoline.  Pewnie to dziwne, że mam takie imię, ale mój tata jest Brytyjczykiem. Mieszkaliśmy w Polsce i pół roku po śmierci mamy przeprowadziliśmy się do Londynu. Dostałam nagle smsa. Spojrzałam na wyświetlacz. Był to nieznany mi numer. Wiadomość brzmiała:
" Hejka. Jak ci się dzisiaj podobało? Co przygotować na jutro? Może grę w butelkę? Nie przestrasz się to ja Harry."
Odpisałam mu tak:
"Spoko możemy zagrać w butelkę. Było super. Świetna zabawa. Nie da się z wami nudzić. Domyślam się, że Louis dał ci mój numer. Vicky"
Od Harry:
"Tak, ale nie wściekaj się na niego ok? :-D "
Do Harry
"Spoko. Fajny jesteś. Będę tylko udawać, że jestem na niego zła żeby zrobić mu kawał. Co ty na to?"
Od Harry:
"Będzie zabawnie. Ty też jesteś fajna a do tego miła i zabawna. Nie będę już przeszkadzał. Miłych snów. :-) "
Do Harry:
"O.. Dziękuje. Tobie też dobrych, miłych i kolorowych snów."
Poszłam spać. Oni są naprawdę mili i zabawni. Naprawdę świetni kumple. Wstałam rano o dziesiątej. Miałam dwie godziny na przygotowanie. Zeszłam na dół i zjadłam śniadanie po czym poszłam umyć zęby. Z szafy wzięłam fioletową tunikę ze złotym sercem i czarne rurki. Wzięłam potrzebne rzeczy do torebki. Była za pięć dwunasta więc zeszłam na dół i ubrałam buty i kurtkę. Louis akurat zadzwonił do drzwi. Otworzyłam i z udając obrażoną powiedziałam:
-Cześć.
-Hejka,a ci co?
-Czy ja o czymś nie wiem. Chyba nie powinieneś dawać mojego numeru innym bez mojej zgody.k
-Jak mam cię przeprosić? Nie chciałem i wiem, że żartujesz.
-Hm... No dobra ładnie przeproś i załatwione.
-Bardzo ładnie cię przepraszam.
-Wybaczam.- uśmiechnęłam się-chodźmy.
*perspektywa Lou*
  Śmieszny był ten kawał.Ruszyliśmy do tego miejsca. Gdy byliśmy niedaleko tego parczku to by zrobić Vicky niespodziankę zasłoniłem jej oczy. Przy okazji miałem pewną zasadę, ale to kiedy indziej.
  -Co robisz?
-Niespodziankę. Chodź.
*****************************************************************************************
Przepraszam, że tak późno, ale wcześniej nie dałam rady, bo nie wchodziło. Następny rozdział w niedzielę. Mam nadzieję, że się podobało. Jeżeli czytałeś pozostaw po sobie komentarz.

środa, 5 lutego 2014

rozdział 2

* perspektywa Lou*
Napisałem sms do Nialla, że przyjdę z koleżanką o której im opowiadałem. No musiałem się wytłumaczyć spóźnieniem na nasz wieczór. Nie musiałem długo czekać na odpowiedź.
Od Niall:
"Spoko wpadajcie. Jesteśmy u Hazzy"
Do Niall
"Ok zaraz będziemy"
-Są u Hazzy. To niedaleko.
-No to chodźmy.
Niedługo później byliśmy w domu Hazzy. zadzwoniłem dzwonkiem i po chwili otworzył nam uśmiechnięty od ucha do ucha Niall. Swoją drogą on prawie cały czas się śmiał.
-Cześć Lou. Co tam?
-Dobrze chodźmy do środka. Przedstawie wam Vicky.
-Wchodźcie.-weszliśmy do salonu gdzie siedzieli chłopcy.
-Siemka chłopaki
- Hej Lou.
-To jest Vicky.  A to są Harry, Niall, Zayn i Liam.- przedstawiłem


wszystkich
-Cześć chłopaki.
-Co ci się stało w nogę?- zapytał Harry
-Tylko skręciłam kostkę w parku, bo potrąciła mnie jakaś dziewczyna która przebiegała
-To usiądź. Oszczędzaj kostkę- powiedział Niall.
-Dziękuje.
-Chcecie coś do picia?- spytał Harry
-Przynieś jakieś soki.-powiedziałem-Pasuje?

Wszyscy pokiwali głowami twierdząco. Harry poszedł po napoje, a my włączyliśmy jakąś komedie. Usiadłem na kanapę obok Vicky. Z drugiej jej strony usiadł Niall. Harry przyniósł napoje i usiadł obok mnie. Zayn i Liam usiedli drugiej kanapie. Gdy film się skończył Vicky powiedziała:
-Muszę zbierać się do domu.
-Która jest godzina?-spytałem
-Jest 17:30_ powiedział Niall
-To może cię odprowadzę?
-Jeśli chcesz, ale nie musisz.
-To zbierajmy się.-powiedziałem
* perspektywa Vicky*
Ubraliśmy się i po pożegnaniu z chłopakami wyszliśmy. Był lekki wiatr, a niebo pociemniało. Szliśmy powoli. Powietrze było rześkie,a ulica mokra więc musiało padać.
-Vicky? Halo? Żyjesz?-Louis machał mi ręką przed oczami.
-Co? Żyje tylko rozmyślałam i odpłynęłam.
-O czym tak rozmyślałaś?
-O wszystkim i o niczym. Po prostu o życiu.
-Aha. Chcesz jutro też przejść się na spacer?
-Jasne. Możesz też zaprosić chłopaków, bo jest z nimi super zabawa.
-Nie wolisz żebyśmy sami się przeszli?
-Jak chcesz. To gdzie i o której?
-Mam pomysł. Przyjdę po ciebie o 12 i zabiorę cię w piękne miejsce,a potem spotkamy się z chłopakami.
-Tak to dobry pomysł. Już jesteśmy. Do jutra Lou.
-Do jutra Vicky.
Przytuliliśmy się na pożegnanie i poszłam do domu. Weszłam do środka, zdjęłam buty i kurtkę i poszłam do salonu gdzie był mój tata. Jak zwykle siedział na swoim ulubionym fotelu i oglądał telewizję.
-Cześć tato. Wróciłam.
-Hej. Gdzie byłaś?
-Pamiętasz Lou?
-Tego co ci pomógł jak skręciłaś kostkę?
-Tak. Byłam z nim na spacerze, a potem u jego znajomych. Teraz odprowadził mnie do domu.
-Miły z niego chłopak. Mam nadzieję, że było fajnie.
-Tak. Oglądaliśmy przezabawną komedię. Jego znajomi też są mili. Jestem już trochę zmęczona więc pójdę się umyć i położyć.
-Dobrze.

**********************************************************
Mam nadzieję, że się podobało. Wygląd bloga zmieni się niedługo. Następny rozdział dodam w piątek. Piszcie co o tym sądzicie, bo zależy mi na waszej opinii.

poniedziałek, 3 lutego 2014

rozdział 1


  Wstałam o godzinie 6 rano. Zeszłam na dół do kuchni. Z lodówki wyjęłam mleko, a z blatu wzięłam płatki i pospiesznie zjadłam śniadane. Zrobiłam sobie kanapkę do szkoły i poszłam się ubrać.Zajrzałam do szafy i wyciągnełam czarne legginsy oraz fioletową tunikę. Do tego ubrałam czarne tenisówki i srebrną bransoletkę. Oczywiście tak jak zwykle mialam na sobie złoty łańcuszek który dostałam od mamy.
   Pewnie zastanawiacie się kim jestem. Więc mam na imię Vicky. Mam 17 lat i od pół roku mieszkam z tatą w Londynie. Moja mama umarła dwa lata temu w wypadku. Teraz wróćmy do rzeczywistości.
   Była siódma więc za 20 minut miał być autobus. Spakowałam więc śniadanie do szkoły. Wzięłam torbę i zeszłam na dół. Postanowiłam już wyjść na zewnątrz. Wzięłam klucze i kurtkę.  Wyszłam zamykając za sobą drzwi. Zostało mi pięć minut więc pomału udałam się na przystanek.
   W szkole nie było za ciekawie. Jak to zwykle w niej. Najpierw mieliśmy w-f potem polski, dwie matematyki, fizykę i na koniec muzykę. Po skończonych zajęciach postanowiłam przejść się do parku z moją przyjaciółką Lilą. Podczas lekcji był przymrozek więc było dosyć ślisko.   

  Szłyśmy jedną z alejek. Koło mnie przebiegła jakaś dziewczyna przy okazji mnie potrącając. Zachwiałam się po czym upadłam na oblodzoną dróżkę. Moja przyjaciółka zniknęła mi z oczu. Próbowałam wstać niestety marnie mi to wychodziło. Strasznie bolała mnie kostka. Widocznie upadając skręciłam ją. Sięgnęłam po telefon i gdy miałam dzwonić do przyjaciółki podszedł do mnie niebieskooki chłopak. Wyciągnął rękę w moim kierunku pytając:
-Może ci pomóc?


   Chwyciłam jego rękę i powoli wstałam. Stanęłam na jednej noce drugą lekko opierajæc na ziemi. To było naprawdę miłe z jego strony zważając na to, że się nie znaliśmy.
-Nic ci nie jest? - spytał
-Prawdopodobnie skręciłam kostkę.
-To niedobrze. Jesteś tu sama?
-Przyszłam z przyjaciółką Lilą, ale zniknęła mi z oczu.
-Lila? Czy to aby nie tamta? - wskazał palcem na całującą się parę
- No tak mogłam to przewidzieć. Tak w ogóle dziękuje za pomoc. Jestem Vicky.
-Miło mi cię poznać. Jestem Louis. Nie musisz dziękować. Lubię pomagać ludziom.- powiedział a ja się uśmiechnęłam
- I tak bardzo ci dziękuję.
- Może pomogę ci wrócić do domu? Widzę, że sama nie dasz rady, a twoja przyjaciółka jest "zajęta'- pokazał cudzysłów w powietrzu i oboje wybuchliśmy śmiechem.
-Powinnam dać radę sama.
-Nie marudź. Mam tu niedaleko samochód. Podwiozę cię.
-No dobrze.- objął mnie jedną ręką w pasie i z jego pomocą skacząc na jednej nodze doszliśmy do samochodu.
Gdy dojechaliśmy pod mój dom Louis powiedział:
-Może wyślij Lili sms, że jesteś w domu. Będzie się martwić.
-Masz rację- wysłałam sms
-Spotkamy się jeszcze kiedyś? Miło się z tobą gada.
-Ok.
-Dam ci swój numer, a ty mi twój. Ok?
-Jasne- wymieniliśmy się numerami po czym pomógł mi pokuśtykać do domu.
   Tata na szczęście był. Opowiedziałam mu co się stało, a następnie pojechaliśmy do szpitala na prześwietlenie. Dostałam kule dzięki czemu łatwiej mi się było poruszać. Lekarz przepisał mi jakąś maść i radził oszczędzać nogę i trzymać ją w górze. Gdy już byliśmy w domu postanowiłam napisać sms'a do Louisa i Lili, bo chcieli wiedzieć czy nic mi nie jest. Wysłałam im takiego samego sms'a. Brzmiał mniej więcej tak:
" Nic mi nie jest dostałam kule i maść. Muszę oszczędzać kostkę. Pozdro*"
Po pięciu minutach dostałam odpowiedzi:
Od Lili
"Spoko. " Krótka no, ale może jest zajęta
Od Louis:
"Cieszę się, że nic ci nie jest. Spotkamy się jutro po południu?"
Do Louis:
"Jasne. Może o 13 w parku?"
Od Louis:
"Spoko"
   To miłe z jego strony, że tak się mną przejmował. Znałam go krótko, ale i tak uważałam go za bardzo miłego. Może też zostanie moim przyjacielem? Kto wie? Bardzo dobrze się dogadujemy. Było już późno więc położyłam się spać. Następnego dnia ( sobota) obudziłam się o 10:00. To trochę późno, ale jestem strasznym śpiochem. Stwierdziłam, że nie mam dzisiaj nic do roboty i się jeszcze położę. Znowu się obudziłam. Była 11:30. Uświdomiłam sobie, że przecież mam się spotkać z Louisem w parku. Poszłam do szafy i wyciągnęłam różową bluzkę z serduszkiem, czarne rurki i bransletkę z literką "L". Oznaczała ona trzy bliskie mi osoby, a mianowicie Lili czyli k BFF, Lukasa czyli mojego tatę i Laurę moją mamę. Przebrałam się i zjadłam śniadanie. Do torebki wziełam telefon, portfel, klucze i inne potrzebne rzeczy.
   Gdy wychodziłam z domu była 12:30. Akurat tyle potrzebowałam na dojście do parku. Włożyłam słuchawki do uszu i szłam rozmyślając o życiu. Właśnie dotarłam do parku. Była równo 13:00. Usiadłam na ławce nadal słuchając muzyki. Nagle ktoś złapał mnie od tyłu i zakrył oczy rękami. Przestraszyłam się, ale po chwili przede mną stanął rozbawiony Louis.
-Ha ha ha. Bardzo zabawne-powiedziałam z sarkazmem i lekko walnęłam go kulą- FOCH z przytupem i półobrotem.
-Oj Vicky nie obrażaj się. Co mam zrobić żebyś się nie obraziła?
-Hm...Pomóż mi wstać i chodźmy się przejść.
-Nie ma problemu.
   Pomógł mi wstać. Spacerowaliśmy sobie powoli po parku. W jakiejś kawiarence kupiliśmy sobie po gorącej czekoladzie i dalej szliśmy rozmawiając miło.
-To gdzie idziemy?-spytałam po chwili
-Hm..? No nie wiem... Mam pomysł. Chcesz poznać moich znajomych? Są akurat u jednego z nich w domu-No dobra to chodźmy.

***********************************************************
  Mam nadzieję, że się podobało. Następny rozdział będzie prawdopodobnie w środę. Piszcie w komentarzach co o tym sądzicie. Wygląd bloga jeszcze się zmieni.