niedziela, 9 lutego 2014

rozdział 4

  Zaprowadziłem ją do parczku.Tam pod wielkim dębem stała śliczna drewniana ławeczka. O każdej porze roku było tam pięknie, a szczególnie jesienią gdy spadały kolorowe liście i zimą gdy wszystko otulał śnieg. Wracając do rzeczywistości odsłoniłem jej oczy.
-Jej jak tu pięknie. Usiądźmy na tej ławeczce.
-Dobra.- chciałem jej zrobić kawał więc miałem szczęście, że spadł śnieg. Wziąłem śnieżkę i rzuciłem w Vicky.
-Hej Lou to nie było fair. Foch.
-Dobra już przestałem.
-To było nie fair.
-Pseplasam cię- zrobiłem duże słodkie oczka
-No dobra.- zaśmiała się, a ja usiadłem obok niej
.Jak ci się podoba?
-Jest prześlicznie. Nigdy nie widziałam piękniejszego miejsca.
-To co ci tam Harry napisał?
-Pytał co chcę żebyśmy dzisiaj robili i mówił, że jestem fajna miła i zabawna.
-Jesteś też ładna i mądra. To co w końcu ustaliliście, że będziemy robić?
-Będziemy grać w butelkę. Nie przesadzaj nie jestem w cale ładna.
-Jesteś. Popatrz mi w oczy.- odwróciłem jej głowę tak by patrzyła mi prosto w oczy.- Jesteś piękna i się nie kłóć.- zbliżaliśmy do siebie twarze, a ja byłem zapatrzony w jej piękne brązowe oczy.
* perspektywa Vicky*
Nasze twarze się zbliżały. Zatopiłam się w jego niebieskich oczach. W końcu złączyliśmy nasze usta w pocałunku. Po krótkiej chwili speszona oddaliłam się od niego.
-Jedziemy do chłopaków? Jest 13.
-Dobrze chodźmy.- powiedział równie speszony
Szliśmy powoli przez moją kostkę. Byliśmy kawałek od siebie. Louis mnie nie podtrzymywał. W końcu doszliśmy do domu Hazzy. Lou zapukał. Otworzył uśmiechnięty Harry.
-Hejka! Wchodźcie!- weszliśmy do salonu gdzie była cała reszta. Usiedliśmy na podłodze w kółku z butelką. Pierwszy kręcił Zayn. Wypadło na mnie.
-Pytanie czy wyzwanie?
-Wyzwanie.
-Hm.. Musisz dać buziaka osobie po twojej prawej.- siedział tam Lou. Trochę się speszyłam. Dałam mu buziaka w policzek i zakręciłam butelką. Wypadło na Hazze.
-Pytanie czy wyzwanie?
-Hm.. wyzwanie.
-Ja wiem!- krzyknął Niall- Daj buziaka Vicky.- Harry wykonał swoje zadanie i zakręcił butelką. Graliśmy jeszcze trochę. Na mnie wypadło jeszcze jeden raz. Musiałam pocałować Lou więc dałam mu buziaka w policzek, ale chłopacy powiedzieli, że w usta. Dałam mu krótkiego buziaka w usta, a cała reszta powiedziała chórem "uuuu". Obejrzeliśmy jeszcze jakiś serial który lubił Niall. Była już 17.
-Muszę się zbierać.
-Odprowadzę cię- powiedział Louis i kolejne "uuuuu"-Zamknijcie się!- miał dosyć
* perspektywa Lou*
Prze cały czas myślałem o tym pocałunku w parku i o tym u chłopaków. Byłem trochę speszony na początku. Chociaż podobał mi się ten pocałunek. Chłopacy wyskakiwali z tym "uuuuuu". Ja wybierałem pytania, bo Vicky i tak była speszona. Gdy powiedziała, że musi się zbierać ubraliśmy się i wyszliśmy.
-Przepraszam cię za nich.
-Spoko to nie było takie straszne chociaż byłoby lepiej gdyby ich nie było.-uśmiechnęliśmy się- Już jesteśmy.
-Wiesz teraz ich nie ma. Więc... dostane całusa na pożegnanie?
-No nie wiem.
-Tak ładnie cię plosem.
-No dobrze.- złączyliśmy nasze usta w pocałunku. Tym razem był dłuższy i bardziej namiętny. W końcu oderwaliśmy się od siebie.
-Przyjść po ciebie jutro? Pojedziemy razem do szkoły.
-Przecież jest autobus.
-Ja mam samochód. Pojedziemy razem.
-Ok to bądź po mnie wpół do siódmej. Pasuje?
-Oczywiście. Do jutra i kolorowych snów.
-Nawzajem. Papa
Wróciłem do chłopaków którzy oczywiście na mnie czekali. No i tak jak myślałem wszystkie te głupki miały banany na twarzach. To było nie logiczne. Och te głupole.
-Hej! I co dostałeś buziaka na pożegnanie?- spytał Horan
-Nie twój interes.
-Oj weź powiedz.- nalegał Zayn
-Może.
-Czyli tak!- krzyknął Harry
Gadaliśmy jeszcze pół godziny o sporcie i innych takich. W końcu chłopacy poszli. Zostałem sam z loczkiem. Nadal był wesoły. Co było dziwne zważywszy, że jemu też podobała się Vicky i jeszcze wczoraj był smutny.
-Co ty taki radosny?- spytałem
-Cieszę się, że wam się układa.
-Jest ci też przykro?
-Trochę. Lubię ją, ale widać, że nie jest mi pisana. Poza tym znam ją ledwie niecałe dwa dni.
-Poznałeś inną. Prawda?
-Tak. Ma na imię Paulina. Znam ją parę tygodni, ale wczoraj pomyślałem, że w sumie mogę ją zaprosić na randkę i się zgodziła.
-Widzisz! Dobra ja lecę. Narka.
-Narka!
* perspektywa Vicky*
To był genialny dzień. Lou jest super. Słodki, zabawny i miły. No i do tego przystojny. Byłam trochę speszona pocałunkiem, bo byli tam jego koledzy. Pomijając to było super. Jak mnie zaprowadził do tego pięknego dębu gdzie była ta prześliczna ławeczka to było mega słodkie.  Jak mnie tam pocałował to się speszyłam, bo było tak nagle. Ogólnie ten pocałunek był super tak samo jak ten przed domem. Weszłam na Facebooka i rozmawiałam z Lilą. Ten chłopak z parku to był jej chłopak. Ja opowiedziałam jej o Lou. Powiedziała, że to faktycznie było słodkie. Gdy wysłałam jej jego zdjęcie które znalazłam na jego profilu powiedziała, że do siebie pasujemy i razem wyglądamy uroczo. Pisałam jeszcze chwile ze znajomymi z polski i poszłam spać.
  Wstałam o 6. Zeszłam na dół i zjadłam śniadanie. Do plecaka spakowałam pieniądze na lunch i potrzebne rzeczy. Dzisiaj ubrałam jasno różowe rurki i błękitną bluzkę z długim rękawem na której było czerwone serce. Wzięłam plecak i zeszłam na dół. Uczesałam się. Zostawiłam włosy rozpuszczone. Ubrałam kurtkę i buty i wyszłam na zewnątrz by poczekać na Lou. Pojawił się po pięciu minutach. Przywitałam się z nim i wsiadłam do samochodu.
* perspektywa Lou*
Cieszyłem się, że mogę jechać z Vicky do szkoły. Bardzo ją lubiłem, ale nie wiedziałem co ona czuje do mnie. Chociaż miałem nadzieję, że to samo. Ta dziewczyna jest po prostu genialna. Nie znałem dotąd lepszej dziewczyny. Jednak boję się jej tego powiedzieć.
-Hejka. Co tam u ciebie?- spytała wsiadając
-Cześć. Wszytko ok, a u ciebie?
-Jakoś leci. Szczegół, że widzieliśmy się wczoraj i raczej wiemy co tam.- zaśmiała się . Jak ja lubię ten jej śmiech..
-Louis! Żyjesz?! Tu ziemia do Lou!- pomachała mi ręką przed oczami.
-Co? Co? O co chodzi? Jestem!- wyrwałem się z zamyśleń.
-Odpłynąłeś. Pewnie w krainę tęczy i jednorożców.- znowu się zaśmiała- Dobra jedźmy już, bo się spóźnimy.
-Dobra jedziemy już.
Dojechaliśmy do szkoły 10 minut przed ósmą. Na szczęście kończyliśmy o tej samej i mogliśmy razem wrócić do domu. Miałem plan by po lekcjach zaprosić ją na spacer. Lubiłem przechadzać się z nią po parku. Miałem nadzieję, że nie będzie chciała iść do chłopaków, bo chciałem spędzić z nią trochę czasu sam na sam. Niestety nadzieja matką głupich, ale widocznie jestem głupi, bo ją mam. Na lekcjach siedziałem niecierpliwie czekając końca.  Gdy nareszcie zadzwonił dzwonek po ostatniej lekcji jak najszybciej wyszedłem z sali. Na szczęście Vicky miała ostatnią lekcję w sali obok więc zaczekałem na nią i razem wyszliśmy ze szkoły. Od razu zapytałem:
-Przejdziemy się na spacer do parku?
-Jasne. Może wstąpimy potem do chłopaków?- zrobiłem zwiedzoną minę co chyba zauważyła- dobra widzę, że to zły pomysł. Pójdziemy tylko do parku i pobędziemy trochę sami.
-Dzięki. Umiesz wykryć czyjeś uczucia po mimice twarzy.
-Nie ma sprawy. Poza tym zaproponowałam to, bo myślałam, że chcesz ich odwiedzić.
-Lubię ich towarzystwo, ale to nie znaczy, że muszę cały czas z nimi przebywać.
-Myślę dokładnie tak samo. Z tymi wariatami można dostać głupawki albo jeszcze gorzej.- oboje wybuchliśmy gromkim śmiechem
-Dokładnie. Jak są razem to zamienia się to w dom wariatów. To chodźmy do samochodu. Zostawisz plecak w domu i pojedziemy..hm....?
-Może tam gdzie mnie ostatnio zabrałeś. Bardzo mi się tam podobało. Było wręcz prześlicznie.
-Nie ma sprawy, ale będziesz musiała mieć zasłonięte oczy tak jak ostatnio.
-Co? Czemu?
-To moje wyjątkowe miejsce. Nikt nie wie jak tam dość, bo wszystkim zasłaniam oczy.
-Mi też musisz?
-Na razie tak. Przyrzekłem sobie, że pokaże jak tam dość osobie która będzie wyjątkowa i będzie moją dziewczyną.
-Rozumiem. Chodźmy już.
Poszliśmy do mojego samochodu i pojechaliśmy do domu Vicky by odłożyła plecak. Później pojechaliśmy w stronę parczku. Gdy byliśmy niedaleko zasłoniłem jej oczy by nie wiedziała jak tu trafić. Chociaż w głębi serca miałem nadzieję, że kiedyś zostanie moją dziewczyną i wtedy będę mógł pokazać jej drogę, bo kimś wyjątkowym już była. Nie chciałem po prostu złamać swojego postanowienia. Dlatego musiałem poczekać. Gdy już doszliśmy odsłoniłem jej oczy.
-Pięknie tu. Chyba podoba mi się tu jeszcze bardziej niż ostatnio.
-Cieszę się, że ci się podoba. Mam do ciebie małe pytanko.
-Słucham?
-No..czy..chciałabyś...zo..zostać..mo..moją..dziewczyną?
-Hm..?
-Jeżeli nie chcesz to zrozumiem. Wiesz co? Po prostu o tym zapomnij. Nic się nie pytałem.
-Ale Lou..
-Nie zapomnij nic nie było.
-Nie chce zapominać, bo chcę być twoją dziewczyną! Kocham cię.
-Dobra chodźmy już. Zapomnij.
-Jesteś głuchy?
-Nie czemu?
-Bo właśnie powiedziałam, że cię kocham i chcę być twoją dziewczyną.
-Serio?
-Tak, a teraz chodź tu i mnie pocałuj.- pocałowaliśmy się, a ja nadal nie mogłem uwierzyć, że się zgodziła. Posiedzieliśmy jeszcze trochę i wróciliśmy wieczorem do domu.
* perspektywa Hazzy*
Dzisiaj miałem mieć randkę z Pauliną.
****************************************************************************************
No i jest kolejny rozdział. Wiem jestem wredna, bo trzymam was w niepewności co do randki Harrego i Pauliny. Musicie wytrzymać do wtorku. Zostawiajcie po sobie komentarze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz