piątek, 7 lutego 2014

rozdział 3

* perspektywa Lou*
  Chłopacy byli jeszcze u Hazzy więc postanowiłem wstąpić. Drzwi otworzył mi rozpromieniony Horan. Zdziwiłem się czemu jest taki wesoły więc postanowiłem się go zapytać.
-Coś ty taki rozpromieniony?
-Wejdź Lou.
-Niall?- zdziwiony wszedłem do środka gdzie siedzieli chłopacy cali rozpromienieni.-Co tu tak wesoło?
-Przez ciebie.- śmiał się Harry
-Wytłumaczy mi ktoś?
-No, bo chyba nie myślałeś, że nie zauważymy.- powiedział Zayn
-Czego u licha?- nie rozumiałem o co im chodzi.
-Przecież widzieliśmy jak na nią patrzysz.- powiedział Liam
-Na kogo?
-Na... jak ona miała? Vicky? Tak Vicky.- powiedział Zayn
-Co wam do łbów strzeliło?! To moja koleżanka i nią pozostanie!
-Już spokojnie Lou. Daj spokój Louis.- powiedział Niall- usiądź.
-Ok. Więc teraz powiedzcie mi na spokojnie.
-Nie oszukujmy się. Widzieliśmy jak się jej przyglądasz. Podoba ci się. Musisz przyznać nam rację- powiedział Zayn
-Nie!- popatrzyli na mnie jak na idiotę.- No.. może..trochę.
-Widzisz nie da się ukryć. Widać gołym okiem- powiedział Liam
-Gdzie jest Harry?- spytałem, bo zauważyłem brak loczka
-Poszedł do swojego pokoju.- powiedział jakiś przygaszony Niall
-Co się stało Nial?
-Nic, nic nie ważne. Będę się zbierać. Cześć.
-Ja też. Liam idziesz?
-Tak. Lou zajrzysz do Hazzy?
-Spoko zostanę jeszcze. Narka.
Poszedłem do góry żeby zobaczyć co z loczkiem. Odkąd potwierdziłem, że przyznaję im rację co do tego, że podoba mi się Vicky to Harry i Niall wydawali się dziwnie przygaszeni. Są też trochę smutni.Wszedłem do góry i zapukałem do pokoju lokowatego. Na początku nie odpowiadał, ale po chwili wyszedł.
-Harry co się stało?
-Nie nie. Wszystko ok? Zostajesz jeszcze?
-Mnie nie oszukasz. Co się dzieje?
-No nic.
-Skoro nie chcesz powiedzieć to ja się zbieram. Tylko jeszcze mam pytanie czy mogę jutro też przyjść z Vicky? Najpierw chce ją zabrać do ślicznego miejsca. Potem byśmy przyszli. Co ty na to?
-Ok.
-To narka.- miałem już wychodzić gdy Harry mnie zawołał
-Lou?
-Słucham?
-Naprawdę ci się ona podoba?
-Nom..tak. A tobie?
-Nie..
-Harry nie ściemniaj. Przecież widzę, bo ślepy to ja jeszcze nie jestem. To dlatego jesteś taki smutny?
-No.. masz rację. Trochę.
-Nie dziwie się.Te jej brązowe oczy i włosy. Jest też bardzo kiła i zabawna.
-Przyznaję ci rację. Jest super. Szkoda tylko, że nie mam u niej szans.
-Czemu tak myślisz?
-Ty znasz ją dłużej. Ja widziałem ją raz. Nie zna mnie. Ty masz z nią kontakt i możesz się z nią spotkać.
-Mogę ci dać jej numer. Popisz z nią. Nie chce żebyś był smutny. Niech wtedy ona ma wybór. Jeżeli w ogóle będzie chciała. Tu masz jej numer. Ja lecę. Na razie!
-Narka
* perspektywa Vicky*
Leżałam w łóżku z laptopem. Pisałam z koleżanką z polski. Tęskniłam za nią. Zawsze lubiłam Karoline.  Pewnie to dziwne, że mam takie imię, ale mój tata jest Brytyjczykiem. Mieszkaliśmy w Polsce i pół roku po śmierci mamy przeprowadziliśmy się do Londynu. Dostałam nagle smsa. Spojrzałam na wyświetlacz. Był to nieznany mi numer. Wiadomość brzmiała:
" Hejka. Jak ci się dzisiaj podobało? Co przygotować na jutro? Może grę w butelkę? Nie przestrasz się to ja Harry."
Odpisałam mu tak:
"Spoko możemy zagrać w butelkę. Było super. Świetna zabawa. Nie da się z wami nudzić. Domyślam się, że Louis dał ci mój numer. Vicky"
Od Harry:
"Tak, ale nie wściekaj się na niego ok? :-D "
Do Harry
"Spoko. Fajny jesteś. Będę tylko udawać, że jestem na niego zła żeby zrobić mu kawał. Co ty na to?"
Od Harry:
"Będzie zabawnie. Ty też jesteś fajna a do tego miła i zabawna. Nie będę już przeszkadzał. Miłych snów. :-) "
Do Harry:
"O.. Dziękuje. Tobie też dobrych, miłych i kolorowych snów."
Poszłam spać. Oni są naprawdę mili i zabawni. Naprawdę świetni kumple. Wstałam rano o dziesiątej. Miałam dwie godziny na przygotowanie. Zeszłam na dół i zjadłam śniadanie po czym poszłam umyć zęby. Z szafy wzięłam fioletową tunikę ze złotym sercem i czarne rurki. Wzięłam potrzebne rzeczy do torebki. Była za pięć dwunasta więc zeszłam na dół i ubrałam buty i kurtkę. Louis akurat zadzwonił do drzwi. Otworzyłam i z udając obrażoną powiedziałam:
-Cześć.
-Hejka,a ci co?
-Czy ja o czymś nie wiem. Chyba nie powinieneś dawać mojego numeru innym bez mojej zgody.k
-Jak mam cię przeprosić? Nie chciałem i wiem, że żartujesz.
-Hm... No dobra ładnie przeproś i załatwione.
-Bardzo ładnie cię przepraszam.
-Wybaczam.- uśmiechnęłam się-chodźmy.
*perspektywa Lou*
  Śmieszny był ten kawał.Ruszyliśmy do tego miejsca. Gdy byliśmy niedaleko tego parczku to by zrobić Vicky niespodziankę zasłoniłem jej oczy. Przy okazji miałem pewną zasadę, ale to kiedy indziej.
  -Co robisz?
-Niespodziankę. Chodź.
*****************************************************************************************
Przepraszam, że tak późno, ale wcześniej nie dałam rady, bo nie wchodziło. Następny rozdział w niedzielę. Mam nadzieję, że się podobało. Jeżeli czytałeś pozostaw po sobie komentarz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz