-Czemu ją pocałowałeś? Przecież wiesz, że próbuję ją odzyskać.
-Po pierwsze zraniłeś ją, a po drugie ona ma w sobie coś takiego co mnie przyciąga.
-Obiecujesz, że nie zrobisz tego więcej? Naprawdę mi na niej zależy i chcę ją odzyskać.
-To jej wybór. Nawet jeżeli będziesz się starał może ci nie wybaczyć.
-Wiem, ale i tak będę się starał. Poza tym dzisiaj jak rozmawiałem z nią na polanie pocałowałem ją i dało się zauważyć, że brakowało jej tego od ostatniego pocałunku. Będę o nią walczył.
-Jak chcesz. Wracamy? O czekaj Paula dzwoni. Halo......Aha.....No,ale nie możemy tego tak zostawić.......A w ogóle chce z kimś gadać?........Ok. To będziemy jutro.....Co?...Aha.....No dobra czyli da znać?...Ok. To pa.
-I co?
-Z Paulą i Hazzą nie chce gadać. Chce pogadać z nami, ale nie dzisiaj więc powiedziałem, że będziemy jutro, ale ona nie jest jeszcze gotowa i dostaniemy znać jak będziemy mieli do niej przyjść.
-Aha. Ok. To jedźmy do domu.
-Dobra.
* perspektywa Vicky*
Rozmyślałam o wydarzeniach ostatnich dni. Nie wiedziałam co mam tym myśleć. To było pogmatwane. Gdy dowiedziałam się, że Lou ma na boku inną to było straszne. Te pocałunki z Niallem. To jak Louis mnie przeprosił, pocałował i powiedział, że będzie o mnie walczyć. Nie wiedziałam już co myśleć. W sumie nie wiem czemu im uciekłam. Może mnie to przerosło? Nie chce się mieszać między nich. Jeżeli przez mnie ma się zniszczyć ich przyjaźń to ja wcale nie chce wybierać. Nie wiedziałam też czy wybaczyć Louisowi. Jednak jakby nie patrząc skrzywdził mnie. Ja go teoretycznie też, ale się przyznałam, a on wszystko zataił. Rozmyślając nad tym zasnęłam. Obudziły mnie promienie wpadające przez okno. Spojrzałam na zegarek. Była 10 więc postanowiłam już wstać. Na szczęście była sobota.
Wzięłam z szafy czarne rurki, niebieską koszule, czarny sweterek, srebrną bransoletkę i moje ulubione czarne converse.
Włosy rozczesałam i spięłam w koka. Na usta nałożyłam wiśniowy błyszczyk, a oczy lekko pomalowałam. Tak przygotowana zeszłam na dół. Z kuchni chwyciłam jabłko i wodę, które włożyłam do plecaka. Spakowałam jeszcze kilka potrzebnych rzeczy chwyciłam kurtkę i wyszłam. Na szczęście zaczęło się ocieplać. Skierowałam się w stronę parku niedaleko szkoły. Chciałam tam wszystko przemyśleć, a potem udać się do tego parczku, zadzwonić do chłopaków i z nimi pogadać. Musieliśmy w końcu to sobie wyjaśnić. Nim się obejrzałam byłam już w parku. Usiadłam na ławce, zjadłam jabłko i rozmyślałam. Siedziałam tam trochę z zamkniętymi oczami gdy nagle ktoś zakrył mi rękoma oczy. Przestraszyłam się.
-Zgadnij kto to?- zapytał, a ja już wiedziałam, że to Niall. Tylko on miał taki głos.
-Niall wiesz jak mnie przestraszyłeś?- on tylko się uśmiechnął i usiadł obok mnie.
-Co tu robisz sama?
-Siedzę i myślę, a ty?
-Przyszedłem się przejść. Mieszkam tu niedaleko. Nad czym tak myślisz?
-To jakie przesłuchanie?- odpowiedziałam pytaniem
-Nie. Po prostu jestem ciekawski. No więc... Odpowiesz mi?
-No nie wiem...
-Proszę. Nie bądź taka. Powiedz.
-No dobrze. Myślę nad tym co się wydarzyło wczoraj.
-I co? Chcesz z nami pogadać?
-Jeszcze nie wiem co chce wam powiedzieć.- na mój policzek wdarła się jedna łza. Szybko starłam ją wierzchem dłoni żeby Niall nie zauważył. Niestety się nie udało.
-Ej nie płacz.- przytulił mnie- Będzie dobrze. Naprawdę nie masz się co martwić.- teraz na dobre się rozpłakałam, a on bez słowa mocniej mnie przytulił.
-Wiesz co? Ja idę do domu się ogarnąć i za jakąś godzinę przyjdź z Louisem do tego parczku. Okej?
-Jasne. Będziemy tam za godzinę.
Pożegnałam się z nim i poszłam do domu. Tam umyłam moją zapłakaną buźkę. Przebrałam się w legginsy i zieloną tunikę. Związałam włosy w wysokiego kucyka i zeszłam do kuchni. Zrobiłam sobie kanapki, które zjadłam i wróciła do góry. Wzięłam plecak i zeszłam na dół. Stwierdziłam,, że nie będę się malować w razie gdybym znowu płakała. Ubrałam czarne tenisówki, czapkę z daszkiem i chwyciłam zieloną bluzę. Zamknęłam dom, ubrałam bluzę i skierowałam się w stronę parczku. W głowie nadal układałam sobie co im powiem. Gdy dotarłam na miejsce zostało jeszcze 5 minut. Usiadłam na ławeczce i nie musiałam długo czekać, bo chłopcy pojawili się po chwili. Niall był ubrany w jeansy i zieloną bluzkę, a Louis w jeansy i niebieską bluzkę. Usiedli po moich dwóch stronach na ławce. Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam.
-Słuchajcie, pierwsze to chciałam was przeprosić za to, że wtedy uciekłam, ale to mnie przerosło. Długo się nad tym zastanawiałam i nie chce żeby wasza przyjaźń tworzona przez lata rozpadła się w chwilę przeze mnie. Chce żebyście nadal byli przyjaciółmi. Nie może być tak, że wejdę pomiędzy was.
-Przecież ty nie...- zaczął Louis
-Nie przerywaj mi proszę. Więc tak jak mówiłam nie chce wchodzić między was ani wybierać żadnego, bo obaj jesteście wspaniali.- w tej chwili nie wytrzymałam i się rozpłakałam. Po chwili poczułam na sobie dwie pary ramion przytulających mnie. Trwaliśmy chwile w milczeniu gdy nagle zadzwonił telefon Louisa. Przeprosił nas i poszedł odebrać.
*perspektywa Louisa*
Właśnie przytulaliśmy Vicky na pocieszenie gdy nagle zadzwonił mój telefon. Przeprosiłem ich na moment po czym oddaliłem się kawałek i niechętnie odebrałem.
-Halo?
-Cześć Lou. To ja Eleanor.
-Co chcesz?- spytałem trochę zły.
*****************************************************************
Cześć miśki. Mam nadzieję, że się podobało. Next w poniedziałek. Proszę was o komy, bo to naprawdę motywuje. :-) Pozdro dla tych co czytają.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz