-Co?! Zamierzasz mu powiedzieć?
-Nie wiem. Nie myślałam jeszcze nad tym, bo przeraziłam się tym zajściem.
-Dobra. Pierwsze to się uspokój. Drugie to radziłabym ci raczej powiedzieć.
-Chyba masz rację. Dziękuję.
-Nie masz za co. Przyjaciołom się pomaga.
-Mimo wszystko dzięki.- uśmiechnęła się do mnie co odwzajemniłam
-Muszę lecieć. Jeżeli nie chcesz mówić tego sama to jutro się z tobą wybiorę.
-Jeżelibyś mogła. To mi bardzo pomoże.
-Spoko. To pa.
-Pa.- przytuliłyśmy się i wyszłam. Miałam do domu kawałek, ale przynajmniej będę mogła wszystko "przetrawić". Nagle zadzwonił mój telefon wyrywając mnie z przemyśleń.
-Hej Vicky.
-Cześć Paula.
-I co? Wszystko u Nat ok?
-Tak. Spoko.
-Możemy się jutro spotkać?
-Jasne. Gdzie i o której?
-Hm... Może przyjadę po ciebie o 12. Pasuje ci?
-Myślę, że tak.
-To do zobaczenia.
- Papatki.- rozłączyłam się i szłam dalej w ciszy. Po chwili obok mnie zatrzymał się jakiś samochód. Przystanęłam zdziwiona. Okazało się, że to Niall.
-O cześć Niall. Co ty tu robisz?
-Przejeżdżałem tędy i cię zauważyłem. Podwieźć się?
-Jeżeli to nie kłopot.
-Ty nigdy nie jesteś kłopotem.- lekko się zarumieniłam i wsiadłam. Ruszyliśmy i po 10 minutach byliśmy.
-Już jesteśmy.
-Dziękuję ci.
-Nie ma za co.
-Jest. Jeszcze raz dzię...- nie dokończyłam, bo Niall mnie pocałował.
-Takie podziękowanie jest ok.
-Niall!- udałam obrażoną.- Do zobaczenia.- uśmiechnęłam się i chciałam go pocałować w policzek, ale on w ostatnim momencie odwrócił głowę i wyszło na to, że pocałowałam go w usta.
-Osz ty!- poczochrałam go po włosach.- Muszę lecieć. Pa.
-Pa.
-Powtarzam się, ale dzięki za podwózkę.
-Spoko. Do zobaczenia.
-Cześć.- wysiadłam z samochodu blondyna i weszłam do domu. Poszłam do góry i włączyłam laptopa. Weszłam na kilka stronek i poszłam napuścić wody do wanny. Po wyjściu z wanny ubrałam spodnie dresowe i bluzkę z krótkim rękawem. Poszłam do pokoju i włączyłam film.
Rano niestety musiałam zwlec się z łóżka. Wzięłam z szafy czarne rurki, fioletową bluzkę i złotą bransoletkę. Poszłam do łazienki się ogarnąć. Włosy spięłam w koka. Ubrałam jeszcze czarną marynarkę i converse w tym samym kolorze.
Poszłam zjeść śniadanie. Gdy skończyłam była 11:50. Za 10 minut miała być po mnie Paulina. Wzięłam jeszcze tylko torebkę i wyszłam na zewnątrz. Po chwili podjechała Paula. Przywitałam się z nią i wsiadłam do auta. Gdy ruszyłyśmy zapytała:
-I co tam z Nat?
-Jest ok.
-Na pewno?
-Tak.
-To ok. Za chwilę będziemy. Uwielbiam to centrum handlowe.
-Też je lubię. Mają kilka super sklepów.
Trochę nam zajęło chodzenie po sklepach. Nakupowałyśmy mnóstwo rzeczy. Ja kupiłam między innymi: kilka par kolorowych rurek, kilka ślicznych bluzek, cztery kolorowe marynarki i trzy pary butów. Do tego jeszcze kilka dodatków. Paulina zrobiła podobne zakupy tylko nie kupowała marynarek. Zamiast nich kupiła sobie jakieś bluzy.Po skończonych zakupach poszłyśmy coś zjeść. Zamówiłyśmy sobie jedzenie i usuadłyśmy do stolika.
-Może pojedziemy dzisiaj do Nat?- spytałam
-Super pomysł. Zjemy i do niej pojedziemy?
-Spoko. Tylko do niej zadzwonię.- wyjęłam telefon i zadzwoniłam do Nat. Odebrała po chwili.
-Halo?
-Cześć Nat. Możemy wpaść do ciebie z Paulą?
-Ok, a będzie Harry?
-Nie wiem. Zapytam się Pauliny.- zapytałam się na co ona pokiwała twierdząco głową.
-I co?
-Będzie z nami. Nie przeszkadza ci to?
-Nie.
-Ok. Będziemy za jakieś pół godziny.
-Dobra.- pożegnałyśmy się i rozłączyłyśmy. Skończyłyśmy jeść i poszłyśmy na zewnątrz poczekać na Hazze. Gdy przyszedł wsiedliśmy do samochodu Pauliny i pojechaliśmy do Nat. Mam nadzieję, że wszystko się ułoży. Gdy dotarliśmy otworzyła nam Nat. Weszliśmy do środka i usiedliśmy na kanapie.
-Chcecie coś do picia?- zapytała
-Tak.- powiedzieliśmy
*perspektywa Natalie*
Byłam cała w nerwach. Na niczym nie mogłam się skupić. Myślałam tylko o tym jak wszyscy zareagują. Gdy ich zobaczyłam to jeszcze bardziej spanikowałam. By się chwile uspokoić poszłam do kuchni zrobić im coś do picia. Ręce mi się trzęsły.
-Vicky możesz mi pomóc?
-Jasne.- przyszła do mnie do kuchni.
-Nie wiem co robić. Jestem cała w nerwach.
-Spokojnie, nie denerwuj się. Chodź.
-Dobra.- weszłyśmy do salonu i usiadłyśmy.
-Nie martw się.- szepnęła mi Vicky.- słuchajcie musimy wam coś powiedzieć.
-No?- spytała Paulina
-Ja....ja..- nie mogłam wykrztusić z siebie zdania.
-Chodzi o to, że Nat jest w ciąży.- powiedziała za mnie Vicky.
**********************************************************************************
Następny rozdział w czwartek, bo teoretycznie miałam szlaban do poniedziałku. Przez to, że wstawiam rozdział dzisiaj mam przedłużony szlaban do środy. Jak myślicie co powiedzą Harry i Paulina? Miłego czekania.
czwartek, 6 marca 2014
poniedziałek, 24 lutego 2014
rozdział 11
-To już nie można zadzwonić do swojego chłopaka?
-Słuchaj, jakbyś zapomniała nie jesteśmy już razem. Zerwałem z tobą przy ostatniej rozmowie. Pamiętasz?
-Daj spokój. Przecież wiem, że żartowałeś. Louis mnie nie nabierzesz. Kochasz inną. Uważaj, bo uwierzę.
-Muszę cię zawieść, bo to prawda.Jeżeli mi nie wierzysz to jest tylko i wyłącznie twój problem. Nie dzwoń do mnie. Nic do ciebie nie czuje. Daj mi spokój.
-Aaa...ale Louis-zaczęła łkać mi w słuchawkę.- Nie rób mi tego. Co źle zrobiłam? Proszę daj mi jeszcze szanse. Ja napra...
-Eleanor przestań. Zrozum, że kocham Vicky i tylko ją. Przepraszam, że cię zraniłem i proszę nie płacz przeze mnie. Nie możemy być razem. Możemy zostać przyjaciółmi. Tylko tyle.
-Ale Louis....
-Nie. Przykro mi, ale przyjaźń to jedyne co mogę ci zaproponować.
-Co jeżeli ja nie chce się z tobą tylko przyjaźnić?- chlipała dalej
-Przykro mi i proszę nie płacz.
-No dobrze. Spróbuje. Nie będzie to łatwe, ale dla ciebie to zrobię.
-Dziękuję. Muszę już kończyć. Vicky na mnie czeka.
*perspektywa Eleanor*
Zmieniłam taktykę. Postanowiłam udawać przyjaciółkę Lou by móc się do niego zbliżyć. Kocham go i zawszę będę. Ja on mógł mnie zostawić dla tej...ugh. Nawet nie mam na nią słów.Nienawidzimy się od początku szkoły. To przez nią mój kochany Louisek nie chce ze mną być. Ja już zadbam o to i ona gorzko tego pożałuje. Nie odpuszczę jej tego. Niech poczuje ten ból utraty ukochanego.
*perspektywa Vicky*
-Wiecie co ja już chyba pojadę do domu.
-Odwieźć cię?- zapytał Louis
-Nie trzeba. Przejdę się do Nat. Dawno z nią nie gadałam.- nagle zaczął dzwonić mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. -O wilku mowa. Halo?
-Hejka Vicky. Możesz do mnie przyjechać?- mówiła zapłakana
-Jasne. Co się stało?
-To nie jest rozmowa na telefon. Powiem ci jak przyjedziesz.
-Ok zaraz będę. Do zobaczenia.
-Pa.- rozłączyłam się
-Louis możesz mnie zawieźć do Natalie?
-Jasne. Co się stało.
-Nie wiem. Płakała mi do słuchawki i powiedziała, że powie mi jak u niej będę. Martwię się o nią. Ona nie płacze o błahostki. Coś musi być na rzeczy. Mam nadzieję, że nic poważnego.
-Dobra to chodź jedziemy.
-Ok. Pa Niall.- przytuliłam blondyna na pożegnanie
-Pa Vicky.
Poszliśmy z Louisem do samochodu. Miałam nadzieję, że moje problemy się rozwiążą,ale teraz nie to było ważne. Natalie musiało się coś stać. Nie wiedziałam co myśleć. Musiałam jej pomóc. Wcześniej trochę zaniedbałam nasze relację przez moje problemy. Dlatego teraz gdy tylko mnie poprosiła postanowiłam pojechać. Siedzieliśmy tak w milczeniu gdy zadzwoniła Paulina.
-Halo?
-Hej Vicky. Masz czas? Chciałabym się z tobą przejść i dowiedzieć jak tam się sprawy potoczyły.
-Wiesz co teraz jestem zajęta. Jadę do Nat, bo do mnie dzwoniła. Coś się stało, bo płakała. Możemy się spotkać jutro? Wtedy ci wszystko opowiem.
-Jasne nie ma sprawy. Tylko daj znać czy wszystko w porządku jak wyjdziesz od Natalie.
-Ok pa.
-Pa.- rozłączyła się
-Vicky już jesteśmy.
-Dzięki Louis. - pocałowałam go w policzek i wysiadłam z samochodu.- Do zobaczenia.
-Pa.- uśmiechnął się i odjechał,a ja poszłam w stronę drzwi i zapukałam. Otworzyła mi zapłakana Natalie.
-Cześć.- od razu ją przytuliłam
-Hejka. Wejdź.- usiadłyśmy na kanapie
-To gadaj co jest na rzeczy.
-No więc chodzi o to, że....
***********************************************************************************
Przepraszam, że taki krótki, ale nie chce za dużo zdradzać. Jeżeli chcecie wiedzieć co będzie dalej pod tym postem muszą się znaleźć 3 komentarze. Wtedy dodam next.
-Słuchaj, jakbyś zapomniała nie jesteśmy już razem. Zerwałem z tobą przy ostatniej rozmowie. Pamiętasz?
-Muszę cię zawieść, bo to prawda.Jeżeli mi nie wierzysz to jest tylko i wyłącznie twój problem. Nie dzwoń do mnie. Nic do ciebie nie czuje. Daj mi spokój.
-Aaa...ale Louis-zaczęła łkać mi w słuchawkę.- Nie rób mi tego. Co źle zrobiłam? Proszę daj mi jeszcze szanse. Ja napra...
-Eleanor przestań. Zrozum, że kocham Vicky i tylko ją. Przepraszam, że cię zraniłem i proszę nie płacz przeze mnie. Nie możemy być razem. Możemy zostać przyjaciółmi. Tylko tyle.
-Ale Louis....
-Nie. Przykro mi, ale przyjaźń to jedyne co mogę ci zaproponować.
-Co jeżeli ja nie chce się z tobą tylko przyjaźnić?- chlipała dalej
-Przykro mi i proszę nie płacz.
-No dobrze. Spróbuje. Nie będzie to łatwe, ale dla ciebie to zrobię.
-Dziękuję. Muszę już kończyć. Vicky na mnie czeka.
*perspektywa Eleanor*
Zmieniłam taktykę. Postanowiłam udawać przyjaciółkę Lou by móc się do niego zbliżyć. Kocham go i zawszę będę. Ja on mógł mnie zostawić dla tej...ugh. Nawet nie mam na nią słów.Nienawidzimy się od początku szkoły. To przez nią mój kochany Louisek nie chce ze mną być. Ja już zadbam o to i ona gorzko tego pożałuje. Nie odpuszczę jej tego. Niech poczuje ten ból utraty ukochanego.
*perspektywa Vicky*
-Wiecie co ja już chyba pojadę do domu.
-Odwieźć cię?- zapytał Louis
-Nie trzeba. Przejdę się do Nat. Dawno z nią nie gadałam.- nagle zaczął dzwonić mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. -O wilku mowa. Halo?
-Hejka Vicky. Możesz do mnie przyjechać?- mówiła zapłakana
-Jasne. Co się stało?
-To nie jest rozmowa na telefon. Powiem ci jak przyjedziesz.
-Ok zaraz będę. Do zobaczenia.
-Pa.- rozłączyłam się
-Louis możesz mnie zawieźć do Natalie?
-Jasne. Co się stało.
-Nie wiem. Płakała mi do słuchawki i powiedziała, że powie mi jak u niej będę. Martwię się o nią. Ona nie płacze o błahostki. Coś musi być na rzeczy. Mam nadzieję, że nic poważnego.
-Dobra to chodź jedziemy.
-Ok. Pa Niall.- przytuliłam blondyna na pożegnanie
-Pa Vicky.
Poszliśmy z Louisem do samochodu. Miałam nadzieję, że moje problemy się rozwiążą,ale teraz nie to było ważne. Natalie musiało się coś stać. Nie wiedziałam co myśleć. Musiałam jej pomóc. Wcześniej trochę zaniedbałam nasze relację przez moje problemy. Dlatego teraz gdy tylko mnie poprosiła postanowiłam pojechać. Siedzieliśmy tak w milczeniu gdy zadzwoniła Paulina.
-Halo?
-Hej Vicky. Masz czas? Chciałabym się z tobą przejść i dowiedzieć jak tam się sprawy potoczyły.
-Wiesz co teraz jestem zajęta. Jadę do Nat, bo do mnie dzwoniła. Coś się stało, bo płakała. Możemy się spotkać jutro? Wtedy ci wszystko opowiem.
-Jasne nie ma sprawy. Tylko daj znać czy wszystko w porządku jak wyjdziesz od Natalie.
-Ok pa.
-Pa.- rozłączyła się
-Vicky już jesteśmy.
-Dzięki Louis. - pocałowałam go w policzek i wysiadłam z samochodu.- Do zobaczenia.
-Pa.- uśmiechnął się i odjechał,a ja poszłam w stronę drzwi i zapukałam. Otworzyła mi zapłakana Natalie.
-Cześć.- od razu ją przytuliłam
-Hejka. Wejdź.- usiadłyśmy na kanapie
-To gadaj co jest na rzeczy.
-No więc chodzi o to, że....
***********************************************************************************
Przepraszam, że taki krótki, ale nie chce za dużo zdradzać. Jeżeli chcecie wiedzieć co będzie dalej pod tym postem muszą się znaleźć 3 komentarze. Wtedy dodam next.
sobota, 22 lutego 2014
rozdział 10
-Tak pocałowałem ją gdy byliśmy na samej górze London Eye, ale ona się ode mnie odsuneła. Powiedziała, że mi wybacza, bo ją przeprosiłem, ale też powiedziała byśmy zostali przyjaciółmi.
-Czemu ją pocałowałeś? Przecież wiesz, że próbuję ją odzyskać.
-Po pierwsze zraniłeś ją, a po drugie ona ma w sobie coś takiego co mnie przyciąga.
-Obiecujesz, że nie zrobisz tego więcej? Naprawdę mi na niej zależy i chcę ją odzyskać.
-To jej wybór. Nawet jeżeli będziesz się starał może ci nie wybaczyć.
-Wiem, ale i tak będę się starał. Poza tym dzisiaj jak rozmawiałem z nią na polanie pocałowałem ją i dało się zauważyć, że brakowało jej tego od ostatniego pocałunku. Będę o nią walczył.
-Jak chcesz. Wracamy? O czekaj Paula dzwoni. Halo......Aha.....No,ale nie możemy tego tak zostawić.......A w ogóle chce z kimś gadać?........Ok. To będziemy jutro.....Co?...Aha.....No dobra czyli da znać?...Ok. To pa.
-I co?
-Z Paulą i Hazzą nie chce gadać. Chce pogadać z nami, ale nie dzisiaj więc powiedziałem, że będziemy jutro, ale ona nie jest jeszcze gotowa i dostaniemy znać jak będziemy mieli do niej przyjść.
-Aha. Ok. To jedźmy do domu.
-Dobra.
* perspektywa Vicky*
Rozmyślałam o wydarzeniach ostatnich dni. Nie wiedziałam co mam tym myśleć. To było pogmatwane. Gdy dowiedziałam się, że Lou ma na boku inną to było straszne. Te pocałunki z Niallem. To jak Louis mnie przeprosił, pocałował i powiedział, że będzie o mnie walczyć. Nie wiedziałam już co myśleć. W sumie nie wiem czemu im uciekłam. Może mnie to przerosło? Nie chce się mieszać między nich. Jeżeli przez mnie ma się zniszczyć ich przyjaźń to ja wcale nie chce wybierać. Nie wiedziałam też czy wybaczyć Louisowi. Jednak jakby nie patrząc skrzywdził mnie. Ja go teoretycznie też, ale się przyznałam, a on wszystko zataił. Rozmyślając nad tym zasnęłam. Obudziły mnie promienie wpadające przez okno. Spojrzałam na zegarek. Była 10 więc postanowiłam już wstać. Na szczęście była sobota.
Wzięłam z szafy czarne rurki, niebieską koszule, czarny sweterek, srebrną bransoletkę i moje ulubione czarne converse.
-Czemu ją pocałowałeś? Przecież wiesz, że próbuję ją odzyskać.
-Po pierwsze zraniłeś ją, a po drugie ona ma w sobie coś takiego co mnie przyciąga.
-Obiecujesz, że nie zrobisz tego więcej? Naprawdę mi na niej zależy i chcę ją odzyskać.
-To jej wybór. Nawet jeżeli będziesz się starał może ci nie wybaczyć.
-Wiem, ale i tak będę się starał. Poza tym dzisiaj jak rozmawiałem z nią na polanie pocałowałem ją i dało się zauważyć, że brakowało jej tego od ostatniego pocałunku. Będę o nią walczył.
-Jak chcesz. Wracamy? O czekaj Paula dzwoni. Halo......Aha.....No,ale nie możemy tego tak zostawić.......A w ogóle chce z kimś gadać?........Ok. To będziemy jutro.....Co?...Aha.....No dobra czyli da znać?...Ok. To pa.
-I co?
-Z Paulą i Hazzą nie chce gadać. Chce pogadać z nami, ale nie dzisiaj więc powiedziałem, że będziemy jutro, ale ona nie jest jeszcze gotowa i dostaniemy znać jak będziemy mieli do niej przyjść.
-Aha. Ok. To jedźmy do domu.
-Dobra.
* perspektywa Vicky*
Rozmyślałam o wydarzeniach ostatnich dni. Nie wiedziałam co mam tym myśleć. To było pogmatwane. Gdy dowiedziałam się, że Lou ma na boku inną to było straszne. Te pocałunki z Niallem. To jak Louis mnie przeprosił, pocałował i powiedział, że będzie o mnie walczyć. Nie wiedziałam już co myśleć. W sumie nie wiem czemu im uciekłam. Może mnie to przerosło? Nie chce się mieszać między nich. Jeżeli przez mnie ma się zniszczyć ich przyjaźń to ja wcale nie chce wybierać. Nie wiedziałam też czy wybaczyć Louisowi. Jednak jakby nie patrząc skrzywdził mnie. Ja go teoretycznie też, ale się przyznałam, a on wszystko zataił. Rozmyślając nad tym zasnęłam. Obudziły mnie promienie wpadające przez okno. Spojrzałam na zegarek. Była 10 więc postanowiłam już wstać. Na szczęście była sobota.
Wzięłam z szafy czarne rurki, niebieską koszule, czarny sweterek, srebrną bransoletkę i moje ulubione czarne converse.
Włosy rozczesałam i spięłam w koka. Na usta nałożyłam wiśniowy błyszczyk, a oczy lekko pomalowałam. Tak przygotowana zeszłam na dół. Z kuchni chwyciłam jabłko i wodę, które włożyłam do plecaka. Spakowałam jeszcze kilka potrzebnych rzeczy chwyciłam kurtkę i wyszłam. Na szczęście zaczęło się ocieplać. Skierowałam się w stronę parku niedaleko szkoły. Chciałam tam wszystko przemyśleć, a potem udać się do tego parczku, zadzwonić do chłopaków i z nimi pogadać. Musieliśmy w końcu to sobie wyjaśnić. Nim się obejrzałam byłam już w parku. Usiadłam na ławce, zjadłam jabłko i rozmyślałam. Siedziałam tam trochę z zamkniętymi oczami gdy nagle ktoś zakrył mi rękoma oczy. Przestraszyłam się.
-Zgadnij kto to?- zapytał, a ja już wiedziałam, że to Niall. Tylko on miał taki głos.
-Niall wiesz jak mnie przestraszyłeś?- on tylko się uśmiechnął i usiadł obok mnie.
-Co tu robisz sama?
-Siedzę i myślę, a ty?
-Przyszedłem się przejść. Mieszkam tu niedaleko. Nad czym tak myślisz?
-To jakie przesłuchanie?- odpowiedziałam pytaniem
-Nie. Po prostu jestem ciekawski. No więc... Odpowiesz mi?
-No nie wiem...
-Proszę. Nie bądź taka. Powiedz.
-No dobrze. Myślę nad tym co się wydarzyło wczoraj.
-I co? Chcesz z nami pogadać?
-Jeszcze nie wiem co chce wam powiedzieć.- na mój policzek wdarła się jedna łza. Szybko starłam ją wierzchem dłoni żeby Niall nie zauważył. Niestety się nie udało.
-Ej nie płacz.- przytulił mnie- Będzie dobrze. Naprawdę nie masz się co martwić.- teraz na dobre się rozpłakałam, a on bez słowa mocniej mnie przytulił.
-Wiesz co? Ja idę do domu się ogarnąć i za jakąś godzinę przyjdź z Louisem do tego parczku. Okej?
-Jasne. Będziemy tam za godzinę.
Pożegnałam się z nim i poszłam do domu. Tam umyłam moją zapłakaną buźkę. Przebrałam się w legginsy i zieloną tunikę. Związałam włosy w wysokiego kucyka i zeszłam do kuchni. Zrobiłam sobie kanapki, które zjadłam i wróciła do góry. Wzięłam plecak i zeszłam na dół. Stwierdziłam,, że nie będę się malować w razie gdybym znowu płakała. Ubrałam czarne tenisówki, czapkę z daszkiem i chwyciłam zieloną bluzę. Zamknęłam dom, ubrałam bluzę i skierowałam się w stronę parczku. W głowie nadal układałam sobie co im powiem. Gdy dotarłam na miejsce zostało jeszcze 5 minut. Usiadłam na ławeczce i nie musiałam długo czekać, bo chłopcy pojawili się po chwili. Niall był ubrany w jeansy i zieloną bluzkę, a Louis w jeansy i niebieską bluzkę. Usiedli po moich dwóch stronach na ławce. Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam.
-Słuchajcie, pierwsze to chciałam was przeprosić za to, że wtedy uciekłam, ale to mnie przerosło. Długo się nad tym zastanawiałam i nie chce żeby wasza przyjaźń tworzona przez lata rozpadła się w chwilę przeze mnie. Chce żebyście nadal byli przyjaciółmi. Nie może być tak, że wejdę pomiędzy was.
-Przecież ty nie...- zaczął Louis
-Nie przerywaj mi proszę. Więc tak jak mówiłam nie chce wchodzić między was ani wybierać żadnego, bo obaj jesteście wspaniali.- w tej chwili nie wytrzymałam i się rozpłakałam. Po chwili poczułam na sobie dwie pary ramion przytulających mnie. Trwaliśmy chwile w milczeniu gdy nagle zadzwonił telefon Louisa. Przeprosił nas i poszedł odebrać.
*perspektywa Louisa*
Właśnie przytulaliśmy Vicky na pocieszenie gdy nagle zadzwonił mój telefon. Przeprosiłem ich na moment po czym oddaliłem się kawałek i niechętnie odebrałem.
-Halo?
-Cześć Lou. To ja Eleanor.
-Co chcesz?- spytałem trochę zły.
*****************************************************************
Cześć miśki. Mam nadzieję, że się podobało. Next w poniedziałek. Proszę was o komy, bo to naprawdę motywuje. :-) Pozdro dla tych co czytają.
czwartek, 20 lutego 2014
Rozdział 9
-Dziękuje. Właśnie zjeżdżamy na dół. Chcesz przejść się jeszcze na spacer?
-Jasne.- uśmiechnęliśmy się do siebie. Po zjechaniu na dół zaczęliśmy spacerować uliczkami Londynu. Później Niall odwiózł mnie do domu. Chciałam dać znać tacie, że już jestem gdy zobaczyłam pięć nieodebranych telefonów od Pauli i dwa od Hazzy do tego miała trzy sms od Pauli typu:
"Co się stało? Dojechałaś?"
"Wszystko w porządku?"
"Zaraz u ciebie będę"
Zadzwoniłam do niej. Odebrała po dwóch sygnałach i zdenerwowana zapytała gdzie jestem i czemu nie odbierałam.
-Nie martw się. Byłam z Niallem się przejść. Widocznie miałam wyciszony telefon.
-Gdzie wy byliście tyle czasu? Wiesz co? Opowiesz mi jak wrócisz, bo jestem u ciebie. Pa
-Narka.
-Paulina?-zapytał Niall
-Tak martwi się o mnie przez tą sytuacje z Lou.- mimowolnie pojedyncza łza wypłynęła na moje policzki. Akurat wjechaliśmy na podjazd więc Nialler mnie przytulił i powiedział:
-Nie płacz będzie dobrze. Nie przejmuj się nim, a teraz idź do domu, bo Paula i twój tata się martwią.
-Niall?-spojrzał na mnie.- Dziękuję ci.
-Za co?
-Za wszystko co dla mnie zrobiłeś i, że próbowałeś mi pomóc zapomnieć o Lou.
-Nie ma sprawy. Nie zostawiłbym cię w takiej sytuacji.
-Muszę już iść. Pa
-Pa.-dałam mu buziaka w policzek i poszłam do domu. Gdy weszłam do środka zamurowało mnie. Na kanapie siedzieli Harry i Paula, a obok nich Louis. Mojego taty nie było widocznie wyszedł. Gdy tylko mnie zobaczyli Lou podbiegł do mnie, przytulił i powiedział:
-Jak dobrze, że noc ci nie jest. Martwiłem się.
-Louis?
-Tak skarbie?
-Po pierwsze nie mów do mnie skarbie, a po drugie puść mnie. Jakbyś zapomniał nie jesteśmy razem.
-Przecież wiesz, że będę się starał. Kocham cię.
-Nie mam do ciebie zaufania.- odsunęłam się do niego. Właśnie wtedy zadzwonił dzwonek. Poszłam otworzyć.
-O cześć Niall. Co ty tu robisz?
-Zostawiłaś torebkę u mnie w samochodzie.
-Dziękuje.- przytuliłam go i nagle za mną stanął Lou obejmując mnie w pasie.- Puść mnie Louis. Już ci coś mówiłam.
-Co ty tu robisz Horan?
-Przyniosłem Vicky torebkę którą zostawiła w moim samochodzie.
-To już możesz iść. ja się zajmę moją dziewczyną.- podkreślił ostatnie słowa
-Nie jestem twoją dziewczyną. Już nie.
-Widzisz? Lepiej sobie odpuść.
-Po co? Żeby zostawić ci wolną drogę? Nie ma takiej opcji.
-Uspokójcie się obaj. Ja wychodzę.- ubrałam szybko tenisówki, wzięłam kurtkę i wybiegłam z domu. Widziałam tylko jak chłopacy weszli do środka za pewne powiadomić resztę. Po chwili już wychodzili. Ja biegłam ze łzami w oczach. Miałam dość tego, że kłócili się przeze mnie. Spójrzmy prawdzie w oczy. Niszczyłam ich przyjaźń. Lepiej by było gdyby mnie nie było. Nadal byliby super przyjaciółmi. Poza tym nie chciałam być raniona, a Lou niestety mnie zranił. Biegłam tak jakiś czas słysząc przyjaciół próbujących mnie zatrzymać. Biegli kawałek za mną. Skręcałam w różne uliczki i w końcu ich zgubiłam. Nadal biegłam. Rozpoznawałam już okolice. Byłam niedaleko tego ślicznego parczku który pokazał mi Louis. Postanowiłam tam pójść. Usiadłam na ławeczce pod dębem. Po chwili usłyszałam jego głos. Wiedziałam, że to Lou, bo tylko on wiedział jak tu dojść.
-Vicky wiem, że tu jesteś. Wyjdź. Jestem sam. Oni czekają kawałek od drogi do tego parku. Tam gdzie zasłaniałem ci oczy. Wyjdź proszę.
-Po co tu przyszedłeś? Nie chce cię widzieć. Zraniłeś mnie, a poza tym niszczę waszą przyjaźń. Zostaw mnie tu chce być sama i nie chce gadać. Szczególnie z tobą..- podszedł do mnie i przytulił- Puść mnie.
-Płakałaś przeze mnie? Przepraszam. Nie płacz. Kocham cię.- tulił mnie w ramionach, a po chwili uniósł mój podbródek i delikatnie pocałował. Jak mi tego brakowało prze cały dzień. Tych jego miękkich ust i kojącego uścisku.
-Nie możemy. Jeszcze nie jestem gotowa żeby ci wybaczyć. Zraniłeś mnie.- nadal mnie tuląc odpowiedział
-Przepraszam. Zerwałem z nią zarazo tym jak wybiegłaś. Nie pojechałem do niej tylko zadzwoniłem. Wybaczysz mi?
-Potrzebuje czasu,a teraz przyprowadź tu resztę.
-Dobrze.- jeszcze raz delikatnie mnie pocałował. Gdy poszedł po resztę postanowiłam uciec, bo nie czułam się na siłach by się z nimi spotkać. Kilka razy byłam tu sama. Wiedziałam jak wyjść niespostrzeżenie. Wyszłam jednym z przejść gdy natknęłam się na Nialla.
-Co ty tu robisz?
-Louis przewidział, że będziesz chciała uciec i obstawiliśmy te wyjścia. Lou stoi przy głównym wyjściu. Chodź do nas. Martwimy się. To moja wina?
-Ty niczemu nie zawiniłeś. To przeze mnie. Wasza przyjaźń się wali i to moja wina. Do tego Louis właśnie powiedział, że zerwał z Eleanor i chce ze mną być. Mam mętlik w głowie. Nie chce na razie z wami rozmawiać.- znowu się rozpłakałam, a blondyn tylko mnie przytulił.
-Ćśśś. Nie płacz. Będzie dobrze. Nie kłócimy się przez ciebie.
-O to właśnie chodzi, że przeze mnie. Muszę iść. Idź na polankę i powiedz, że mnie nie spotkałeś. Dobrze?
-A dostane całusa?
-Nie mogę.
-Proszę.- zrobił oczy kota ze Shreka
-No dobrze, ale krótkiego i nikomu o tym nie mów.
-Ok.- złączyliśmy nasze usta w pocałunku. Był on namiętny, a zarazem delikatny.
-Muszę iść.
-Dobrze.- powiedział po czym jeszcze raz mnie pocałował i poszedł w stronę polany. Ja udałam się w stronę domu.
* perspektywa Nialla*
Postanowiłem nadal o nią walczyć. Ten pocałunek był magiczny. Poszedłem w stronę polany gdzie właśnie schodziła się reszta.
-Nigdzie jej nie ma.- powiedziałem chociaż wiedziałem, że okłamuję przyjaciół.
-Musimy wracać, bo robi się późno. Może jest w domu?- powiedziała Paula- Sprawdzę.
-Pojadę z tobą, a wy chłopaki jedźcie do domu.-powiedział Hazza
-Dacie znać czy nic jej nie jest?- spytałem
-Tak.- odpowiedzieli i wszyscy udaliśmy się do samochodów. Paulina pojechała z Hazzą, a Lou ze mną.
-Stary ona uciekła przez nas.- powiedział Lou- Przez to, że się kłócimy. Poza tym musi sobie wszystko ułożyć.
-Dziwisz się jej? Naprawdę ją to zabolało. Jak ją zabrałem to humor trochę jej się polepszył.
-Gdzie właściwie byliście?
-Najpierw na cieście i gorącej czekoladzie, potem na spacerze. Wsiedliśmy na London Eye i później znowu się przeszliśmy po czym ją odwiozłem.
-Niall? Czy wy się całowaliście?
*****************************************************************************************
Przepraszam, że nie dodałam wczoraj, ale byłam wykończona. Najpierw byłam u babci w klinice w Sopocie i wróciłam późno, a że jestem chora to byłam zmęczona. Jeszcze raz przepraszam. Następny rozdział będzie w sobotę. Nie wiem czy rozdziały nadal będą co dwa dni. Możliwe, że rzadziej. Proszę zostawiajcie po sobie komentarze. To motywuje mnie do dalszego pisania. Poza tym chce znać waszą opinie. Jeszcze w wynagrodzenie taki obrazek dla was.
-Jasne.- uśmiechnęliśmy się do siebie. Po zjechaniu na dół zaczęliśmy spacerować uliczkami Londynu. Później Niall odwiózł mnie do domu. Chciałam dać znać tacie, że już jestem gdy zobaczyłam pięć nieodebranych telefonów od Pauli i dwa od Hazzy do tego miała trzy sms od Pauli typu:
"Co się stało? Dojechałaś?"
"Wszystko w porządku?"
"Zaraz u ciebie będę"
Zadzwoniłam do niej. Odebrała po dwóch sygnałach i zdenerwowana zapytała gdzie jestem i czemu nie odbierałam.
-Nie martw się. Byłam z Niallem się przejść. Widocznie miałam wyciszony telefon.
-Gdzie wy byliście tyle czasu? Wiesz co? Opowiesz mi jak wrócisz, bo jestem u ciebie. Pa
-Narka.
-Paulina?-zapytał Niall
-Tak martwi się o mnie przez tą sytuacje z Lou.- mimowolnie pojedyncza łza wypłynęła na moje policzki. Akurat wjechaliśmy na podjazd więc Nialler mnie przytulił i powiedział:
-Nie płacz będzie dobrze. Nie przejmuj się nim, a teraz idź do domu, bo Paula i twój tata się martwią.
-Niall?-spojrzał na mnie.- Dziękuję ci.
-Za co?
-Za wszystko co dla mnie zrobiłeś i, że próbowałeś mi pomóc zapomnieć o Lou.
-Nie ma sprawy. Nie zostawiłbym cię w takiej sytuacji.
-Muszę już iść. Pa
-Pa.-dałam mu buziaka w policzek i poszłam do domu. Gdy weszłam do środka zamurowało mnie. Na kanapie siedzieli Harry i Paula, a obok nich Louis. Mojego taty nie było widocznie wyszedł. Gdy tylko mnie zobaczyli Lou podbiegł do mnie, przytulił i powiedział:
-Jak dobrze, że noc ci nie jest. Martwiłem się.
-Louis?
-Tak skarbie?
-Po pierwsze nie mów do mnie skarbie, a po drugie puść mnie. Jakbyś zapomniał nie jesteśmy razem.
-Przecież wiesz, że będę się starał. Kocham cię.
-Nie mam do ciebie zaufania.- odsunęłam się do niego. Właśnie wtedy zadzwonił dzwonek. Poszłam otworzyć.
-O cześć Niall. Co ty tu robisz?
-Zostawiłaś torebkę u mnie w samochodzie.
-Dziękuje.- przytuliłam go i nagle za mną stanął Lou obejmując mnie w pasie.- Puść mnie Louis. Już ci coś mówiłam.
-Co ty tu robisz Horan?
-Przyniosłem Vicky torebkę którą zostawiła w moim samochodzie.
-To już możesz iść. ja się zajmę moją dziewczyną.- podkreślił ostatnie słowa
-Nie jestem twoją dziewczyną. Już nie.
-Widzisz? Lepiej sobie odpuść.
-Po co? Żeby zostawić ci wolną drogę? Nie ma takiej opcji.
-Uspokójcie się obaj. Ja wychodzę.- ubrałam szybko tenisówki, wzięłam kurtkę i wybiegłam z domu. Widziałam tylko jak chłopacy weszli do środka za pewne powiadomić resztę. Po chwili już wychodzili. Ja biegłam ze łzami w oczach. Miałam dość tego, że kłócili się przeze mnie. Spójrzmy prawdzie w oczy. Niszczyłam ich przyjaźń. Lepiej by było gdyby mnie nie było. Nadal byliby super przyjaciółmi. Poza tym nie chciałam być raniona, a Lou niestety mnie zranił. Biegłam tak jakiś czas słysząc przyjaciół próbujących mnie zatrzymać. Biegli kawałek za mną. Skręcałam w różne uliczki i w końcu ich zgubiłam. Nadal biegłam. Rozpoznawałam już okolice. Byłam niedaleko tego ślicznego parczku który pokazał mi Louis. Postanowiłam tam pójść. Usiadłam na ławeczce pod dębem. Po chwili usłyszałam jego głos. Wiedziałam, że to Lou, bo tylko on wiedział jak tu dojść.
-Vicky wiem, że tu jesteś. Wyjdź. Jestem sam. Oni czekają kawałek od drogi do tego parku. Tam gdzie zasłaniałem ci oczy. Wyjdź proszę.
-Po co tu przyszedłeś? Nie chce cię widzieć. Zraniłeś mnie, a poza tym niszczę waszą przyjaźń. Zostaw mnie tu chce być sama i nie chce gadać. Szczególnie z tobą..- podszedł do mnie i przytulił- Puść mnie.
-Płakałaś przeze mnie? Przepraszam. Nie płacz. Kocham cię.- tulił mnie w ramionach, a po chwili uniósł mój podbródek i delikatnie pocałował. Jak mi tego brakowało prze cały dzień. Tych jego miękkich ust i kojącego uścisku.
-Nie możemy. Jeszcze nie jestem gotowa żeby ci wybaczyć. Zraniłeś mnie.- nadal mnie tuląc odpowiedział
-Przepraszam. Zerwałem z nią zarazo tym jak wybiegłaś. Nie pojechałem do niej tylko zadzwoniłem. Wybaczysz mi?
-Potrzebuje czasu,a teraz przyprowadź tu resztę.
-Dobrze.- jeszcze raz delikatnie mnie pocałował. Gdy poszedł po resztę postanowiłam uciec, bo nie czułam się na siłach by się z nimi spotkać. Kilka razy byłam tu sama. Wiedziałam jak wyjść niespostrzeżenie. Wyszłam jednym z przejść gdy natknęłam się na Nialla.
-Co ty tu robisz?
-Louis przewidział, że będziesz chciała uciec i obstawiliśmy te wyjścia. Lou stoi przy głównym wyjściu. Chodź do nas. Martwimy się. To moja wina?
-Ty niczemu nie zawiniłeś. To przeze mnie. Wasza przyjaźń się wali i to moja wina. Do tego Louis właśnie powiedział, że zerwał z Eleanor i chce ze mną być. Mam mętlik w głowie. Nie chce na razie z wami rozmawiać.- znowu się rozpłakałam, a blondyn tylko mnie przytulił.
-Ćśśś. Nie płacz. Będzie dobrze. Nie kłócimy się przez ciebie.
-O to właśnie chodzi, że przeze mnie. Muszę iść. Idź na polankę i powiedz, że mnie nie spotkałeś. Dobrze?
-A dostane całusa?
-Nie mogę.
-Proszę.- zrobił oczy kota ze Shreka
-No dobrze, ale krótkiego i nikomu o tym nie mów.
-Ok.- złączyliśmy nasze usta w pocałunku. Był on namiętny, a zarazem delikatny.
-Muszę iść.
-Dobrze.- powiedział po czym jeszcze raz mnie pocałował i poszedł w stronę polany. Ja udałam się w stronę domu.
* perspektywa Nialla*
Postanowiłem nadal o nią walczyć. Ten pocałunek był magiczny. Poszedłem w stronę polany gdzie właśnie schodziła się reszta.
-Nigdzie jej nie ma.- powiedziałem chociaż wiedziałem, że okłamuję przyjaciół.
-Musimy wracać, bo robi się późno. Może jest w domu?- powiedziała Paula- Sprawdzę.
-Pojadę z tobą, a wy chłopaki jedźcie do domu.-powiedział Hazza
-Dacie znać czy nic jej nie jest?- spytałem
-Tak.- odpowiedzieli i wszyscy udaliśmy się do samochodów. Paulina pojechała z Hazzą, a Lou ze mną.
-Stary ona uciekła przez nas.- powiedział Lou- Przez to, że się kłócimy. Poza tym musi sobie wszystko ułożyć.
-Dziwisz się jej? Naprawdę ją to zabolało. Jak ją zabrałem to humor trochę jej się polepszył.
-Gdzie właściwie byliście?
-Najpierw na cieście i gorącej czekoladzie, potem na spacerze. Wsiedliśmy na London Eye i później znowu się przeszliśmy po czym ją odwiozłem.
-Niall? Czy wy się całowaliście?
*****************************************************************************************
Przepraszam, że nie dodałam wczoraj, ale byłam wykończona. Najpierw byłam u babci w klinice w Sopocie i wróciłam późno, a że jestem chora to byłam zmęczona. Jeszcze raz przepraszam. Następny rozdział będzie w sobotę. Nie wiem czy rozdziały nadal będą co dwa dni. Możliwe, że rzadziej. Proszę zostawiajcie po sobie komentarze. To motywuje mnie do dalszego pisania. Poza tym chce znać waszą opinie. Jeszcze w wynagrodzenie taki obrazek dla was.
poniedziałek, 17 lutego 2014
rozdział 8
* perspektywa Hazzy* następny dzień*
Po południu spotkałem się z Pauliną. Była strasznie wkurzona. Byłem strasznie zdziwiony. Zastanawiałem się co jest. Nigdy nie widziałem jej tak zdenerwowanej. Nawet podczas tamtej kłótni.
-Co jest Paula?- spytałem obejmując ją ramieniem
-Nie uwierzysz co wczoraj z Vicky widziałyśmy.
-No?
-Lou obściskiwał się z jakąś dziewczyną. Nie mogli się od siebie oderwać. Vicky jest w dołku. Siedzi i płacze.
-To może do niej pojedziemy?
-To dobry pomysł.
* 15 minut później dom Vicky*
-Ja rozumiem, że pocałowałam Horana, ale przestałam i to nie była moja wina. Po nim wręcz było widać, że mu to pasuje.
-Nie płacz. Chodź pojedziemy do niego.
-Ok. Chodźmy.
-Są u Niallera.- powiedziałem. pojechaliśmy moim samochodem i byliśmy po chwili.
-Hejka Niall. Przyszliśmy do Louisa. Jest?- spytałem
-Tak jest w salonie. Wchodźcie. Lou to do ciebie!- krzyknął po czym weszliśmy do salonu.
-O cześć. Co wy tu robicie?
-Wiesz raczej powinniśmy spytać co ty robiłeś wczoraj w parku?- powiedziała Paulina
-O co wam chodzi? Przecież ja nic nie robiłem.
-Czyli już nie pamiętasz obściskiwania się z jakąś laską?!- wykrzyczała Vicky przez łzy, a Paulina od razu ją przytuliła
-To nie mogłem być ja.
-Nie ściemniaj, bo dobrze widziałyśmy. Kim ona jest?- spytała Paula
-To był mały buziaczek. O co wam chodzi?
-Mały buziaczek? Człowieku kleiłeś się do niej. Miej trochę godności i się przyznaj.-Paulina
-No może trochę.
-Harry weź mnie trzymaj, bo zaraz mu coś mu zrobię!- mówiła sorry krzyczała Paulina- To jak ona się nazywa?
-Nie pamiętam.
-Nie pamiętasz?! Normalnie zaraz cię trafie. Gadaj i to już.
-No nie wiem.
-Louis powiedz. Nie pogarszaj sytuacji.- powiedziałem, bo widziałem, że Paulina i Vicky są na skraju wytrzymałości.
-No dobra. Nazywa się Eleanor.
-Czekaj, czekaj Eleanor Calder?- spytała Vicky
-No tak... Znasz ją?
-Nienawidziła mnie od początku szkoły. Ja też za nie nie przepadałam. Jadę do niej. Złoże jej niezapowiedzianą wizytę.-powiedziała Vicky
-Po co?- spytał zaniepokojony Louis
-Co nagle taki wystraszony? Boisz się, że powie coś co ty zataiłeś?
-Dobra powiem ci wszystko tylko spokojnie. Usiądź.- usiedliśmy wszyscy na kanapie i słuchaliśmy co Louis ma nam do powiedzenia.- Więc spotykałem się z nią od dwóch tygodni. Gdy ty zostałaś moją dziewczyną próbowałem z nią zerwać, ale za każdym razem wychodziło na to, że się całowaliśmy. Ona ma na mnie dziwny wpływ. Nie umiałem tego przerwać. Przepraszam.- powiedział ze skruszoną miną.
-Co? Okłamywałeś mnie tyle czasu? Zaufałam ci, ale ty się mną tylko bawiłeś. Myślałeś, że się nie dowiem. Jest parszywym kłamcą. Nie pokazuj mi się więcej na oczy. To koniec! Idź do tej swojej Eleanor!-krzyczała Vicky przez łzy
-Proszę cię daj mi jeszcze jedną szansę. Proszę.-Lous robił błagalną minę, ale Vicky to nie ruszało
-Nie to koniec tego związku. Teraz już wiem co robiłeś gdy Harry kłócił się z dziewczynami,a ty rzekomo nie miałeś czasu. Byłeś na mnie zły, że całowałam się z Niallem, a sam obściskiwałeś się z jakąś lalą. Ja przynajmniej się przyznałam, a ty co? Wszystko ukryłeś!
-Przepraszam cię. Naprawię to i z nią zerwę, ale daj mi jeszcze szanse. Proszę.-Lou zrobił błagalną minę
-Związek opiera się na zaufaniu, a ja już go do ciebie nie mam. Przykro mi, ale nie.
-Ja naprawdę cię kocham i chce z tobą być. Przepraszam. Mam jeszcze szanse odzyskać twoje zaufanie?
-Nie wiem Louis. naprawdę nie wiem.
-Nadal będę o ciebie walczyć. Za bardzo cię kocham żeby odpuścić.
-Musze już iść.
-Odwiozę cię. Jesteś za bardzo zdenerwowana żeby wracać sama.-powiedział Niall
-Ok.
* perspektywa Vicky*
Pożegnałam się z Harrym i Pauliną którzy też zbierali się do wyjścia. Wsiadłam z Niallem do samochodu i pojechaliśmy. Na początku nic nie mówiliśmy jednak po chwili Horan postanowił przerwać tą ciszę.
-Jak się czujesz?
-Trochę lepiej, ale nadal jestem wściekła. Hej to nie jest droga do mojego domu.
-Wiem, bo zabieram cię na ciasto i gorącą czekoladę. Może być?
-Tak....Niall.
-Hm?
-Dziękuję.
-Nie masz za co.
-Mam. Zabrałeś mnie od niego i próbujesz poprawić mi nastrój. To miłe z twojej strony. Nigdy nie miałam lepszego przyjaciela.
-Miło mi to słyszeć. Szczególnie od tak fajnej dziewczyny jak ty. Chce żebyś o nim zapomniała. Wyobraź sobie, że to zamknięty rozdział. Daleka przeszłość. Czasami pomaga.- uśmiechnął się do mnie co mimo mojego humoru odwzajemniłam.- Już prawie jesteśmy. Dają tu najlepsze ciasta.
-Jesteś wspaniały.
-Nie przesadzaj.
-Nie przesadzam. Naprawdę dziękuję.- weszliśmy do środka i zamówiliśmy ciasto czekoladowe i gorącą czekoladę. Podczas jedzenia rozmawialiśmy. Zbliżała się 16 więc postanowiliśmy jeszcze przejść się na spacer. Doszliśmy pod London Eye.
-Jak to ślicznie wygląda wieczorem. Wjedziemy na górę?- spytałam
-Jeżeli chcesz to oczywiście.
-Super. Dziękuje.- dałam ma buziaka w policzek i weszliśmy do jednej z kapsuł. Podczas wjeżdżania na górę cały czas rozmawialiśmy. Gdy byliśmy na samej górze powiedziałam:
-Ślicznie tu. - odwróciłam się w stronę Irlandczyka. Stał bardzo blisko mnie. Nasze twarze dzieliło pare centymetrów. Po chwili złączyliśmy nasze usta w pocałunku. Gdy się od siebie odsunęliśmy Niall powiedział:
-Przepraszam nie powinienem. Wiem, że dopiero co rozstałaś się z chłopakiem.
-Nie masz za co przepraszać. To chyba najlepszy wieczór w moim życiu. Jesteś naprawdę super, ale na razie pozostańmy przyjaciółmi.
*******************************************************************************
Mam nadzieję, że wam się podobało. Następny rozdział będzie w środę. Nie obiecuję, że wszystko się między nimi ułoży. Chociaż kto wie. :-) Naprawdę proszę żebyście zostawili po sobie ślad w postaci komentarza. To naprawdę motywuje do dalszego pisania. Zapomniałam dodać przy wszystkich bohaterach jednej cechy,a mianowicie, że są mega zabawni. :-) Pozdrawiam
Po południu spotkałem się z Pauliną. Była strasznie wkurzona. Byłem strasznie zdziwiony. Zastanawiałem się co jest. Nigdy nie widziałem jej tak zdenerwowanej. Nawet podczas tamtej kłótni.
-Co jest Paula?- spytałem obejmując ją ramieniem
-Nie uwierzysz co wczoraj z Vicky widziałyśmy.
-No?
-Lou obściskiwał się z jakąś dziewczyną. Nie mogli się od siebie oderwać. Vicky jest w dołku. Siedzi i płacze.
-To może do niej pojedziemy?
-To dobry pomysł.
* 15 minut później dom Vicky*
-Ja rozumiem, że pocałowałam Horana, ale przestałam i to nie była moja wina. Po nim wręcz było widać, że mu to pasuje.
-Nie płacz. Chodź pojedziemy do niego.
-Ok. Chodźmy.
-Są u Niallera.- powiedziałem. pojechaliśmy moim samochodem i byliśmy po chwili.
-Hejka Niall. Przyszliśmy do Louisa. Jest?- spytałem
-Tak jest w salonie. Wchodźcie. Lou to do ciebie!- krzyknął po czym weszliśmy do salonu.
-O cześć. Co wy tu robicie?
-Wiesz raczej powinniśmy spytać co ty robiłeś wczoraj w parku?- powiedziała Paulina
-O co wam chodzi? Przecież ja nic nie robiłem.
-Czyli już nie pamiętasz obściskiwania się z jakąś laską?!- wykrzyczała Vicky przez łzy, a Paulina od razu ją przytuliła
-To nie mogłem być ja.
-Nie ściemniaj, bo dobrze widziałyśmy. Kim ona jest?- spytała Paula
-To był mały buziaczek. O co wam chodzi?
-Mały buziaczek? Człowieku kleiłeś się do niej. Miej trochę godności i się przyznaj.-Paulina
-No może trochę.
-Harry weź mnie trzymaj, bo zaraz mu coś mu zrobię!- mówiła sorry krzyczała Paulina- To jak ona się nazywa?
-Nie pamiętam.
-Nie pamiętasz?! Normalnie zaraz cię trafie. Gadaj i to już.
-No nie wiem.
-Louis powiedz. Nie pogarszaj sytuacji.- powiedziałem, bo widziałem, że Paulina i Vicky są na skraju wytrzymałości.
-No dobra. Nazywa się Eleanor.
-Czekaj, czekaj Eleanor Calder?- spytała Vicky
-No tak... Znasz ją?
-Nienawidziła mnie od początku szkoły. Ja też za nie nie przepadałam. Jadę do niej. Złoże jej niezapowiedzianą wizytę.-powiedziała Vicky
-Po co?- spytał zaniepokojony Louis
-Co nagle taki wystraszony? Boisz się, że powie coś co ty zataiłeś?
-Dobra powiem ci wszystko tylko spokojnie. Usiądź.- usiedliśmy wszyscy na kanapie i słuchaliśmy co Louis ma nam do powiedzenia.- Więc spotykałem się z nią od dwóch tygodni. Gdy ty zostałaś moją dziewczyną próbowałem z nią zerwać, ale za każdym razem wychodziło na to, że się całowaliśmy. Ona ma na mnie dziwny wpływ. Nie umiałem tego przerwać. Przepraszam.- powiedział ze skruszoną miną.
-Co? Okłamywałeś mnie tyle czasu? Zaufałam ci, ale ty się mną tylko bawiłeś. Myślałeś, że się nie dowiem. Jest parszywym kłamcą. Nie pokazuj mi się więcej na oczy. To koniec! Idź do tej swojej Eleanor!-krzyczała Vicky przez łzy
-Proszę cię daj mi jeszcze jedną szansę. Proszę.-Lous robił błagalną minę, ale Vicky to nie ruszało
-Nie to koniec tego związku. Teraz już wiem co robiłeś gdy Harry kłócił się z dziewczynami,a ty rzekomo nie miałeś czasu. Byłeś na mnie zły, że całowałam się z Niallem, a sam obściskiwałeś się z jakąś lalą. Ja przynajmniej się przyznałam, a ty co? Wszystko ukryłeś!
-Przepraszam cię. Naprawię to i z nią zerwę, ale daj mi jeszcze szanse. Proszę.-Lou zrobił błagalną minę
-Związek opiera się na zaufaniu, a ja już go do ciebie nie mam. Przykro mi, ale nie.
-Ja naprawdę cię kocham i chce z tobą być. Przepraszam. Mam jeszcze szanse odzyskać twoje zaufanie?
-Nie wiem Louis. naprawdę nie wiem.
-Nadal będę o ciebie walczyć. Za bardzo cię kocham żeby odpuścić.
-Musze już iść.
-Odwiozę cię. Jesteś za bardzo zdenerwowana żeby wracać sama.-powiedział Niall
-Ok.
* perspektywa Vicky*
Pożegnałam się z Harrym i Pauliną którzy też zbierali się do wyjścia. Wsiadłam z Niallem do samochodu i pojechaliśmy. Na początku nic nie mówiliśmy jednak po chwili Horan postanowił przerwać tą ciszę.
-Jak się czujesz?
-Trochę lepiej, ale nadal jestem wściekła. Hej to nie jest droga do mojego domu.
-Wiem, bo zabieram cię na ciasto i gorącą czekoladę. Może być?
-Tak....Niall.
-Hm?
-Dziękuję.
-Nie masz za co.
-Mam. Zabrałeś mnie od niego i próbujesz poprawić mi nastrój. To miłe z twojej strony. Nigdy nie miałam lepszego przyjaciela.
-Miło mi to słyszeć. Szczególnie od tak fajnej dziewczyny jak ty. Chce żebyś o nim zapomniała. Wyobraź sobie, że to zamknięty rozdział. Daleka przeszłość. Czasami pomaga.- uśmiechnął się do mnie co mimo mojego humoru odwzajemniłam.- Już prawie jesteśmy. Dają tu najlepsze ciasta.
-Jesteś wspaniały.
-Nie przesadzaj.
-Nie przesadzam. Naprawdę dziękuję.- weszliśmy do środka i zamówiliśmy ciasto czekoladowe i gorącą czekoladę. Podczas jedzenia rozmawialiśmy. Zbliżała się 16 więc postanowiliśmy jeszcze przejść się na spacer. Doszliśmy pod London Eye.
-Jak to ślicznie wygląda wieczorem. Wjedziemy na górę?- spytałam
-Jeżeli chcesz to oczywiście.
-Super. Dziękuje.- dałam ma buziaka w policzek i weszliśmy do jednej z kapsuł. Podczas wjeżdżania na górę cały czas rozmawialiśmy. Gdy byliśmy na samej górze powiedziałam:
-Ślicznie tu. - odwróciłam się w stronę Irlandczyka. Stał bardzo blisko mnie. Nasze twarze dzieliło pare centymetrów. Po chwili złączyliśmy nasze usta w pocałunku. Gdy się od siebie odsunęliśmy Niall powiedział:
-Przepraszam nie powinienem. Wiem, że dopiero co rozstałaś się z chłopakiem.
-Nie masz za co przepraszać. To chyba najlepszy wieczór w moim życiu. Jesteś naprawdę super, ale na razie pozostańmy przyjaciółmi.
*******************************************************************************
Mam nadzieję, że wam się podobało. Następny rozdział będzie w środę. Nie obiecuję, że wszystko się między nimi ułoży. Chociaż kto wie. :-) Naprawdę proszę żebyście zostawili po sobie ślad w postaci komentarza. To naprawdę motywuje do dalszego pisania. Zapomniałam dodać przy wszystkich bohaterach jednej cechy,a mianowicie, że są mega zabawni. :-) Pozdrawiam
sobota, 15 lutego 2014
BOHATEROWIE
BOHATEROWIE
Vicky (17 lat) Polka
Lubi tańczyć, śpiewać i grać na gitarze. Mieszka w Londynie od pół roku z tatą.
Jej mama zmarła w wypadku. Szuka prawdziwej miłości.
Jest przyjacielska, ładna,inteligentna, czarująca i uczuciowa.
Natalie (17 lat) Brytyjka
Lubi grać na gitarze i tańczyć. W Londynie mieszka od urodzenia.
Jest przyjaciółką Hazzy od dzieciństwa. Ona jednak czuje do niego coś więcej.\
Jest ładna, miła, koleżeńska,inteligentna, uczuciowa i dobrotliwa.
Paulina (17 lat) Polka
Jej pasją są śpiew i taniec.W Londynie mieszka od pięciu lat.
Zna Hazze od roku. Czuje do niego coś więcej niż przyjaźń.
Jest ładna, przyjacielska,urocza, inteligentna i uczuciowa.
Louis (18 lat) Brytyjczyk
Jego pasją jest śpiew. Mieszka w Londynie od urodzenia.
Szuka prawdziwej miłości.. Ma też swoje wyjątkowe miejsce.
Jest miły, inteligentny, czarujący i ładny.
Niall (18 lat) Irlandczyk
Jego pasja to śpiew i granie na gitarze. W Londynie mieszka od ośmiu lat.
Jest słodki, miły, uroczy,inteligentny, czarujący i śliczny.
Jego marzeniem jest znaleźć wyjątkową dziewczynę. Lubi chodzić po parku.
Harry (18 lat) Brytyjczyk
Jego hobby to śpiew. Mieszka w Londynie od urodzenia.
Podobają mu się dwie dziewczyny. Nie wie którą wybrać.
Jest słodki, miły, inteligentny i czarujący.
Zayn (18 lat) Brytyjczyk
Koch śpiewać i spotykać się z kumplami. W Londynie mieszka od urodzenia.
Nie szuka miłości. Woli zostać singlem.
Jest czarujący, ładny, inteligentny i przyjacielski.
Liam (18 lat) Brytyjczyk
Jego pasją jest śpiew. Mieszka w Londynie od urodzenia.
Lubi przebywać z kumplami i ze swoją dziewczyną Danielle.
Jest opanowany, ładny, przyjacielski i pomocny.
Danielle (18 lat) Brytyjka
Jej hobby to taniec. Mieszka w Londynie od urodzenia.
Uwielbia spędzać czas ze swoim chłopakiem oraz z przyjaciółkami.
Jest ładna, inteligentna, wytrwała i pomocna.
Eleanor (17 lat) Brytyjka
Jej hobby to taniec. Mieszka w Londynie od urodzenia.
Przyjaźni się z Louisem. Chce żeby był jej chłopakiem za wszelką cenę.
Jest ładna, sprytna, cwana, ale też pomocna.
****************************************************************************************
Mam nadzieję, że się podobało. Piszcie co sądzicie o bohaterach. Wiem, że nie za bardzo mi się udło. Bardzo was proszę o komentarze. To naprawdę motywuje do dalszego pisania. ;-)
rozdział 7
*15 minut później*
-Jestem. Co chciałeś?
-Chciałem ci powiedzieć, że cię kocham i mi na tobie zależy.
-Mi też na tobie zależy.
-To... zostaniesz moją dziewczyną?
-Tak! Idziemy na spacer?
-Pewnie.-byłem zadowolony, że sprawy tak się potoczyły. Zostało jeszcze jedno, a mianowicie wytłumaczyć Natalie, że jest moją przyjaciółką, a Paulina dziewczyną. To będzie trudna rozmowa. Mam nadzieję, że nie będzie się strasznie wściekać.
-Paulina?
-Tak?
- Wiesz, że trzeba będzie pogadać z Nat?
-Wiem. To nie jest wcale łatwe. Może być tak "trochę" wściekła.
-Kto ma z nią pogadać?
-Zrobię to, bo się przyjaźnimy. Może mnie zrozumie.
-Dobra. Muszę już lecieć. Umówiłem się na spotkanie z Zayn'em.
-To pa.
-Pa.- na pożegnanie czule się pocałowaliśmy.
* perspektywa Vicky*
Całe szczęście, że Louis nie jest na mnie zły. Kocham go i nie chce się z nim kłócić. Ten jeden pocałunek mógł zepsuć nasz związek. Powinnam ograniczyć spotkania z Niall'em. Było dwadzieścia po siódmej więc wyszłam na zewnątrz poczekać na Lou. Po chwili pod mój dom przyjechał Niall. To bæyło dziwne. Otworzył drzwi i powiedział:
-Cześć. Wsiadaj.
-Co? Czemu? Czekam na Louis'a.
-Jest chory. Wysłał mnie w zastępstwie.
-Czekaj. Zadzwonię do niego.
-Przecież bym cię nie okłamał i nie narażał się mu po ostatniej sprzeczce.
-No dobrze.- wsiadłam i pojechaliśmy do szkoły. Nadal byłam trochę zdziwiona, bo wczoraj dobrze się czuł. No cóż, może źle się poczuł. Dojechaliśmy do szkoły za dziesięć ósma. Zauważyłam samochód Lou. To było dziwne. Podbiegłam do niego. Nie wyglądał na chorego i był lekko zdenerwowany.
-Hejka.- pocałowałam go w policzek
-Nie mieliśmy razem jechać do szkoły?
-Mieliśmy, ale podjechał Niall i powiedział, że jesteś chory i poprosiłeś go żeby po mnie przyjechał.
-Nie okłamujesz mnie?
-Nie. Naprawdę mi tak powiedział. Możemy za to wrócić razem.
-Ok. Wiesz coś czuję, że on próbuje nas rozłączyć.
-Przecież wydawał się być taki miły.
-Pogadam z nim.
-Dobrze, a ja lecę na lekcje. Pa.- pocałowaliśmy się krótko i pobiegłam do sali lekcyjnej, a Lou poszedł w stronę Nialla, bo mieli jeszcze chwile czasu.
* perspektywa Lou*
Nie rozumiałem Nialla. Przecież wiedział, że Vicky jest moją dziewczyną i ją kocham. Nie wiem czemu próbował to zepsuć. Musiałem z nim to w końcu wyjaśnić. Byłem ciekawy co powie.
-Niall? Możemy pogadać?
-Spieszę się.
-Jakoś okłamując i podwożąc moją dziewczynę nie spieszyłeś się, a wręcz przeciwnie.
-Przestań. Tylko ją podwiozłem.
-Jeszcze okłamałeś. Horan, nie wiem co kombinujesz, ale trzymaj się z dala od mojej dziewczyny!
-Przecież nie robię nic złego!
-Nie, oczywiście! Tylko zarywasz do mojej dziewczyny!
-Oj uspokój się.
-Ja się uspokoję jak ty przestaniesz zarywać do mojej dziewczyny.
-Dobra, dobra niech ci będzie. Tylko się uspokój. Muszę już iść na lekcję, bo się spóźnię. Nara.
-Tylko pamiętaj. Inaczej będzie z tobą źle.
-Dobra. Narka.
-Narka i uważaj.
-Postaram się.
-Ok.- poszedłem w stronę sali gdzie miałem mieć pierwszą lekcję. Po lekcjach razem z Vicky pojechaliśmy do mojego domu.
-Rozmawiałeś z nim?- spytała siadając na moim łóżku
-Tak. Powiedział, że już nie będzie.- powiedziałem siadając obok niej
-To dobrze. Naprawdę cię przepraszam. Myślałam, że mówi prawdę.
-Nic się nie stało, ale musisz mnie jakoś przeprosić.
-Chyba wiem o co ci chodzi.- namiętnie mnie pocałowała- Może być?
-Hm... No dobrze. Niech będzie.
-Jeżeli chcesz możesz dostać jeszcze jednego.
-Owszem chce.- znowu zaczęliśmy się całować tylko tym razem na dłużej. Zatraciliśmy się w tych pocałunkach. Przerywaliśmy tylko po to żeby wziąć oddech. W końcu nasze bluzki znalazły się na podłodze. Całowałem Vicky po brzuchu, szyi i znowu w usta. Po chwili zadzwonił jej telefon. Odebrała.
-Halo?....Tak. Już jadę........Dobrze. Niedługo będę.
-Co jest?
-Musze wracać. Dzwoniła moja przyjaciółka. Ma problem muszę do niej zajechać.
-Podwiozę cię.
-Nie dzięki. Ona mieszka dwa domy dalej.
-Która?
-Nat. Muszę pogadać z niæ i Paulą. Pa
-Pa.- jeszcze raz się pocałowaliśmy. <3
* perspektywa Vicky*
Ubrałam się i poszłam do dziewczyn. Trochę byłam zła, że nam przerwały, ale musiałam im pomóc. Bałam się, że mogą się pozabijać. Po chwili już u nich byłam. Ciekawe co się stało?
-Hej. Jestem. Co jest?
-Nie uwierzysz! Ona chodzi z Harrym po tym wszystkim!- krzyczała zapłakana Nat- Nie kumam jej. Dopiero co ją skrzywdził.
-Uspokójcie się. Paula czy to prawda?
-Tak, no i co z tego? Ja kocham go, a on mnie.
-Mnie to nikt już nie zapyta co czuje?!
-Nat spokojnie. Jak to się mówi "serce nie sługa". Skoro wybrał Paule musisz się z tym pogodzić. Poza tym myślałam, że nadal jesteś na niego wściekła.- ja
-To nie ma nic do rzeczy.'Z niczym nie będę się godzić Co jeżeli też coś do niego czuje? To już się nie liczy?
-To jest też jego decyzja z kim chce być. Nie możemy go do niczego zmuszać.- ja
-Ta rozmowa nie zmierza donikąd. Nie mam ochoty was słuchać.
-Natalie zrozum, że to nie jest tylko mój wybór. Poza tym to Harry do mnie zadzwonił i powiedział, że mnie kocha i przeprasza. Też go kocham więc mu wybaczyłam.
-Eh!......No dobra. Rozumiem, ale i tak jestem zła.
-Czyli....zgoda?- Paula
-Zgoda.
-To jeżeli już się pogodziłyście to ja wam opowiem o tej sytuacji po pocałunku z Niallem.
-Jakim pocałunku z Niallem?- Nat
-No tak ty nie wiesz. Więc opowiem od początku.- zaczęłam opowiadać jak doszło do pocałunku i jak zareagował Lou. Potem o rozmowie Lou z Niallerem. O tym pytaniu które zadał mu Louis czy mnie kocha i tym jak Niall mnie oszukał chcąc podwieźć do szkoły. Dziewczyny były zszokowane i stwierdziły, że on naprawdę musi mnie kochać skoro stawia się Lou po takich ostrzeżeniach i dopiero co po zawarciu zgody. Przyznałam im rację, ale dodałam też, że trzeba będzie mu jakoś powiedzieć, że to nie ma sensu, bo kocham Louis'a. Postanowiłyśmy z nim pogadać na ten temat. To było trudne. Nie chciałam robić przykrości moim przyjaciołom, ale w tym wypadku nie było innego wyjścia. Rozmawiałyśmy jeszcze trochę po czym razem z Paulą musiałyśmy się zbierać. Pożegnałyśmy się z Natalie i wyszłyśmy. Na szczęście Paulina mieszkała niedaleko mnie i mogłyśmy razem wrócić. Cały czas rozmyślałam jak to powiedzieć Niallowi gdy nagle Paulina pokazała mi......-
***************************************************************************************
No i jest 7 rozdział. Mam nadzieję, że się podoba. Zostawiajcie po sobie komy. Następny rozdział będzie w poniedziałek. Wiem, że jestem wredna karząc wam tyle czekać. No, ale cóż nic nie poradze taka już jestem. Tak w ogóle wszystkiego najlepszego z okazji dnia singla.
15 luty- Single, to nasz święto.m :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
































